Trener PGE Grot Budowlanych Łódź przed rewanżem: Jeszcze nikt nie rozwiesił medali na szyi
- Chodzi o to, by cierpliwie podejść do spotkania, z dużą dozą pewności siebie. To nie jest tak, że w ciągu jednego dnia traci się formę lub w ciągu jednego dnia tę formę da się zbudować - mówi przed drugim meczem półfinałowym Maciej Biernat, trener PGE Grot Budowlanych Łódź.
TAURON LIGA: Niedawno, w ostatniej kolejce rundy zasadniczej, wygraliście z ŁKS-em Commercecon 3:0. Teraz przegraliście równie gładko, a przez półtora seta nie było was w tym meczu. Skąd taka duża zmiana?
Maciej Biernat (trener PGE Grot Budowlanych Łódź): Dokładnie tak było, a potem po takim zastoju i po tym, co pokazaliśmy na początku, ciężko nam było wrócić, bo zrobiło się nerwowo. Brakowało jakości, aby domknąć trzeciego seta i doprowadzić do czwartego [PGE Grot Budowlani prowadzili 24:22 – red.].
TAURON LIGA: Z czego się wzięła taka nerwowość? Może z braku doświadczenia, bo dla Alicji Grabki czy Karoliny Drużkowskiej był to pierwszy w karierze mecz o tak wysoką stawkę?
Niektóre z dziewczyn pierwszy raz grają na takim etapie albo miały niewiele okazji, żeby faktycznie grać z rywalem, który potrafi tuszować swoje słabości. Ale to nie jest usprawiedliwienie, bo długo funkcjonujemy jako zespół. W pierwszym meczy z naszej strony była bardzo szarpana gra. Nawet jeśli ktoś miał gorszy dzień, to mogliśmy zabezpieczyć się w innych elementach. Ale u nas przez półtora seta tej jakości nie było.
TAURON LIGA: Słabych punktów w PGE Grot Budowlanych było więcej. Choćby Terry Enweonwu zawiodła całkowicie, kończąc mecz z sześcioma punktami i 20-procentową skutecznością w ataku.
Myślę, że wielu aspektach straciliśmy pewność siebie, czy to w ataku, czy w zagrywce. Na początku wybieraliśmy bardzo słabe kierunki i rozwiązania, trochę przez głupoty dawaliśmy bezpośrednie punkty blokiem. Do tego dorzuciliśmy jeszcze nerwowe wystawy sytuacyjne i te wszystkie rzeczy w zasadzie się zazębiały, dlatego nie mogliśmy złapać normalnego rytmu grania. Po zmianach weszliśmy trochę na inne obroty i trzeci set już zdecydowanie inaczej wyglądał. Ale jak się spojrzy w liczby, no to też tam było 25 procent w ataku i 13 procent w przyjęciu. Mimo tak słabych liczb przegraliśmy seta na przewagi, co pokazuje, że mamy pole do poprawy, by grać na styku, a wręcz narzucić nasze warunki. Tego oczekujemy i wierzymy, że tak będzie we wtorek.
TAURON LIGA: Jaki wpływ na słabą grę miał możliwości zmiany na rozegraniu, bo Ewelina Wilińska doznała kontuzji?
Czasem na jedno czy dwa ustawienia moglibyśmy zrobić zmianę, zrobić rotację i spróbować przejść, szukać jakichś rzeczy, żeby zrobić płynny side out, więc oczywiście to jest to jest utrudnienie. Jeżeli mamy wszystkich do dyspozycji, jesteśmy w stanie wykorzystywać nasze umiejętności i możliwości. Jeżeli kogoś brakuje, tak jak w pierwszym spotkaniu, to zawsze jest jakieś utrudnienie, zwłaszcza jeżeli przeciwnik grał dobrze, my nie mogliśmy sobie z tym poradzić.
TAURON LIGA: Czasu na poprawę macie niewiele. Co można zrobić, żeby w rewanżu było lepiej?
Tutaj nie chodzi tutaj stricte o siatkówkę czy umiejętności… Chodzi o to, by cierpliwie podejść do spotkania, z dużą dozą pewności siebie. To nie jest tak, że w ciągu jednego dnia traci się formę lub w ciągu jednego dnia tę formę da się zbudować. Znamy swoją wartość, musimy bazować na naszych najlepszych aspektach i z otwartą głową wejść do tej rywalizacji, bo nikt jeszcze żadnych medali nie rozwiesił na szyi, ani nie zagwarantował wejścia do finału dla drużyny ŁKS-u.
Drugi półfinał między łódzkimi drużynami zostanie rozegrany we wtorek o godz. 17.30
Powrót do listy