Jedna niespodzianka w ćwierćfinałach, choć było blisko drugiej. W historii były tylko cztery takie awanse, ale... jeden zakończony mistrzostwem!
W pierwszych meczach ćwierćfinałowych TAURON Ligi doszło do jednej niespodzianki - niżej rozstawiona ITA TOOLS Stal Mielec pokonała na wyjeździe UNI Opole 3:1. Blisko sensacji było w Łodzi, ale LOTTO Chemik Police nie wykorzystał prowadzenia 2:0 z PGE Budowlanymi, choć w czwartym secie miał piłkę meczową. W całej historii żeńskiej ligi zawodowej tylko czterokrotnie zespół, który nie miał przewagi parkietu, przebił się do półfinału.
Mielczanki mogą być piąte, jeśli pokonają Wilczyce we własnej hali. W podobnej sytuacji były przed rokiem, kiedy sensacyjnie ograły w Łodzi ŁKS Commercecon 3:1. Nie wykorzystały jednak szansy, w dwóch kolejnych spotkaniach nie wygrały już nawet seta i ostatecznie awans, podobnie jak w trzech pozostałych parach, wywalczył zespół rozstawiony.
Była to zresztą pierwsza taka sytuacja od czterech sezonów, bo w latach 2022-2024 trzy razy z rzędu do czwórki wchodziły siatkarki Grota Budowlanych Łódź, mimo że fazę zasadniczą kończyły niżej. Najpierw, po zajęciu 5. miejsca z bilansem meczów 11-11, mierzyły się z IŁ Capital Legionovią Legionowo, która przegrała tylko 6 spotkań. Zespół z Mazowsza wygrał u siebie 3:0, ale w dwóch kolejnych starciach to Łodzianki zwyciężały w trzech setach.
Rok później w fazie zasadniczej poszło im jeszcze gorzej, bo tym razem wygrały tylko 9 z 20 meczów i zdobyły 26 punktów, podczas gdy ich rywal, Grupa Azoty Chemik Police, miał ich na koncie 43 z bilansem 15-5. W tej parze teoretyczna przewaga własnej hali okazała się przynieść odwrotny skutek - wszystkie trzy spotkania to ekipa gości wygrywała 3:1, a to oznaczało awans Budowlanych. Ostatecznie łódzka drużyna zakończyła sezon na podium, wygrywając wszystkie trzy mecze o brąz z BKS-em BOSTIK, z czego dwa w Bielsku-Białej.
Sezon regularny 2023/2024 Grot Budowlani znowu skończyli poza czołową czwórką. Tym razem bilans meczowy był dodatni (12-10), ale 38 punktów pozwoliło na zajęcie 5. miejsca ze stratą 10 do czwartego ŁKS-u Commerceon. Tym razem trudno więc było mówić o przewadze hali, bo wszystkie spotkania w derbowej parze ćwierćfinałowej odbywały się w łódzkiej Sport Arenie. Podobnie jak rok wcześniej, i tym razem zespół Macieja Biernata wygrał oba starcia, do których przystępował w roli gości. Tym samym trzeci raz z rzędu przebrnął przez pierwszą rundę fazy play-off mimo braku rozstawienia.
Były to przypadki nr 2, 3 i 4 w historii. A pierwszy? Najstarszy, ale też najbardziej pamiętny. W pierwszym, historycznym sezonie zawodowej Ligi Siatkówki Kobiet (2005/2006) Muszynianka Fakro Muszyna na finiszu fazy zasadniczej zajęła 5. miejsce, by zakończyć rozgrywki jako... mistrzynie Polski.
Końcówka sezonu regularnego nie zwiastowała dla ekipy z Muszyny niczego dobrego. Na cztery kolejki przed końcem przegrała 0:3 z późniejszym spadkowiczem, Piastem Szczecin, dla którego było to dopiero trzecie (i jak się okazało ostatnie) zwycięstwo w sezonie, a w dwóch ostatnich spotkaniach również nie ugrała seta z faworytkami do medali, Grześkami Goplaną Kalisz i Centrostalem Focus Park Bydgoszcz. Drużyna prowadzona przez Bogdana Serwińskiego, choć miała w składzie trzy aktualne mistrzynie Europy (Joanna Mirek, Milena Rosner i Natalia Bamber), zajęła w tabeli dopiero 5. miejsce ze stratą czterech punktów do czwartego BKS-u Stal Bielsko-Biała i bilansem 9-9, gorszym od ćwierćfinałowych rywalek o dwie wygrane.
Play-offy były wtedy we wszystkich rundach rozgrywane systemem 2-2-1 do trzech zwycięstw, a to oznaczało, że niżej rozstawiony zespół rozpoczynał rywalizację od dwóch meczów wyjazdowych dzień po dniu. Muszynianki pojechały do Bielska-Białej i niespodziewanie przywiozły stamtąd dwa zwycięstwa, przegrywając tylko jednego seta w pierwszym spotkaniu. W Muszynie walka była dużo bardziej zacięta, ale tie-break wygrany 18:16 przypieczętował awans do półfinału.
Tam na ekipę Mineralnych czekały siatkarki Grześków Goplany Kalisz, które w całym sezonie przegrały do tego momentu tylko dwa razy. Półfinały faworytki rozpoczęły od zwycięstwa 3:2, ale dzień później to Muszynianka wygrała 3:1. Gdy jednak Kaliszanki w trzecim meczu wygrały bezproblemowo 3:0 (w setach do 16, 22 i 16), wydawało się, że poprzednie spotkanie było tylko wypadkiem przy pracy. Nic bardziej mylnego! Kolejnego dnia Muszynianka, niesiona dopingiem wypełnionych trybun, wygrała 3:2, w ostatnich dwóch setach zwyciężając odpowiednio 26:24 i 15:13. Rywalizacja wróciła więc do Kalisza, a w decydującym spotkaniu gospodynie nie udźwignęły presji. Zespół z Muszyny przypieczętował sensacyjny awans, wygrywając dwa ostatnie sety do 17 i 15, a cały mecz 3:1.
W finale czekała już Nafta-Gaz Piła. Bilans w całym sezonie? 23 zwycięstwa i 1 porażka (2:3 z Grześkami), z czego w play-offach pięć razy 3:0 i tylko jedna wygrana po tie-breaku z Centrostalem Focus Park. Ekipa Jerzego Matlaka przystępowała ponadto do rywalizacji o złoto znacznie bardziej wypoczęta, bo zagrała o dwa mecze mniej i przed pierwszym spotkaniem miała tydzień przerwy przy zaledwie 3 dniach rywalek. W pierwszych dwóch setach wszystko przebiegało zgodnie z przewidywaniami - Muszynianka dzielnie walczyła na terenie rywalek, ale Pilanki wygrały dwukrotnie 25:22. Później jednak losy meczu niespodziewanie się odwróciły.
Aż nie chce mi się komentować tego, co się stało. Nie ukrywam, że mój zespół bardzo mnie rozczarował, ale nie chcę wymieniać nazwisk. Można przegrać, lecz nie w taki sposób – wściekał się po porażce trener Matlak.
Te słowa podziałały motywująco, bo kolejnego dnia siatkarki Nafty-Gazu nie zawiodły już swoich kibiców i wygrały przekonująco w czterech setach (25:22, 17:25, 25:13, 25:14).
Organizm ludzki ma swoje fizyczne limity. W ostatnim czasie graliśmy bardzo dużo i sił starczyło nam tylko na jednego seta – podsumował drugie spotkanie trener Bogdan Serwiński.
W kolejny weekend rywalizacja przeniosła się do Muszyny. W sobotę gospodynie zaszokowały po raz kolejny siatkarską Polskę, nie tylko samym zwycięstwem 3:0, ale przede wszystkim jego rozmiarami, bo rywalki zdobyły tylko 50 małych punktów. To oznaczało, że w niedzielę Muszynianka Fakro, dla której był to dopiero trzeci sezon w najwyższej klasie rozgrywkowej, może przed własną publicznością przypieczętować sensacyjny tytuł.
Po dwóch setach wydawało się, że kwestia mistrzostwa rozstrzygnie się jednak w Pile, bo gościnie grały znacznie lepiej niż dzień wcześniej i objęły prowadzenie 2:0. Wtedy jednak w ich grze, podobnie jak w meczu nr 1, coś znów się załamało. Muszynianka wygrała dwukrotnie do 18, więc losy spotkania i potencjalnie mistrzostwa musiał rozstrzygnąć tie-break. W nim było już 10:4 dla gospodyń, ale Pilanki zaczęły gonić i punkt po punkcie odrabiać straty. Udało im się to i doszło do gry na przewagi, ale tam więcej zimnej krwi zachowały siatkarki z Muszyny i to one wygrały dwie ostatnie akcje. Decydujący o mistrzostwie punkt zdobyła skutecznym atakiem Joanna Mirek, a następnie w zaledwie pięciotysięcznej Muszynie rozpoczęła się wielka feta.
To był najtrudniejszy sezon w karierze – przyznała Mirek po ostatnim gwizdku. – Miałyśmy słabszy początek ligi i spadła na nas lawina krytyki. Psychicznie bardzo trudno było mi się wtedy pozbierać. Miałam też słabsze mecze, na szczęście wtedy sprawy w swoje ręce brały Milena lub Natalia.
Mistrzowski skład Muszynianki Fakro Muszyna:
Dorota Pykosz, Marlena Mieszała, Maja Soja, Anna Szydełko, Dominika Sieradzan, Ewa Cabajewska, Magdalena Banecka, Milena Rosner, Joanna Mirek, Natalia Bamber, Monika Smak (Słowacja), Magdalena Klóska
Trener: Bogdan Serwiński.


