Paulina Majkowska: Czuję, że złoty medal jest w zasięgu ręki
PGE Budowlani Łódź w środę rozpoczną walkę o złoto od wyjazdowego meczu z DevelopResem Rzeszów. Dla środkowej ekipy z Łodzi, Pauliny Majkowskiej, będzie to pierwszy finał TAURON Ligi w karierze. Do tej pory ma na koncie tylko jeden medal TAURON Ligi - brązowy, wywalczony dwa lata temu w barwach BKS-u BOSTIK ZGO Bielsko-Biała.
TAURON Liga: już w środę PGE Budowlani rozpoczną rywalizację z DevelopResem Rzeszów. Minimum srebrny medal to już największy sukces w twojej karierze. Jesteś więc spełniona w tym sezonie?
PAULINA MAJKOWSKA (środkowa PGE Budowlanych Łódź): Wydaje mi się, że u każdego sportowca ten apetyt rośnie w miarę jedzenia. Srebro na pewno cieszy i jest super, ale po tym, jak zdobyłyśmy TAURON Puchar Polski i jak wygląda nasza gra w tym sezonie, naprawdę czuję, że złoty medal jest w zasięgu ręki. To jest nasz cel na ten rok. Na razie ciężko pracujemy i skupiamy się na każdym kolejnym meczu, bez względu na to, jak ten sezon się ostatecznie zakończy. Na pytanie o przyszłość najłatwiej będzie mi odpowiedzieć dopiero po sezonie. A tak w ogóle to w każdym kolejnym sezonie cel jest dokładnie ten sam – mistrzostwo Polski.
Oprócz medalu, który dopiero zawiśnie na twojej szyi, na swoim koncie masz brązowy krążek mistrzostw Polski oraz dwa TAURON Puchary Polski. Mogło być więcej do tej pory?
Wydaje mi się, że skoro tyle mam, to na tyle po prostu zasłużyłam. Tyle wypracowałam. Nie ukrywam, że do TAURON Ligi weszłam dosyć późno. Chciałam skończyć fizjoterapię, studiowałam dziennie w Bydgoszczy i wiedziałam, że nie dam rady tego połączyć z profesjonalną siatkówką, gdzie często trenujemy dwa razy dziennie. Pierwszy sezon spędziłam w Legionowie, potem byłam w Bydgoszczy, gdzie trochę odbudowałam pewność siebie na boisku. Następnie przyszła superoferta z Bielska i tam wynik chyba zaskoczył wszystkich. Wywalczyłyśmy czwarte miejsce i naprawdę było blisko medalu. W drugim sezonie już wszyscy stawiali nas w trójce i faktycznie się tam znalazłyśmy. A ten TAURON Puchar Polski był chyba jeszcze większym szokiem. Wygrałyśmy z Opolem, a w finale czekał na nas ŁKS Commercecon, czyli kolejna megautytułowana drużyna. Nikt nas nie widział w roli faworyta, a jednak wygrałyśmy. Potem decyzja o wyjeździe do Francji. Tam już bardziej chodziło o doświadczenie niż o medale. No i niestety kontuzja… A teraz PGE Budowlani. Tutaj od samego początku było wiadomo, że ten zespół jest budowany na medal, nawet na finał. Wiedziałam, że walka o miejsce w składzie będzie ciężka. Skupiłam się głównie na tym, żeby wrócić do swojej najlepszej formy i pomóc dziewczynom. Bo każdy ma swoją rolę. W najważniejszych meczach gra jednak ta szóstka, która lepiej prezentuje się na treningach. Czy mam za mało medali? Nie wiem. Myślę, że tyle, na ile zasłużyłam. Jeszcze nie kończę, butów na kołek nie odwieszam, więc mam nadzieję, że jeszcze parę fajnych sezonów przede mną. Zobaczymy.
Zatrzymajmy się przy tegorocznym TAURON Pucharze Polski. W swoim “Bublogu”, czyli vlogu, który nagrywasz na YouTube, mówiłaś, że nie do końca czujesz, że dorzuciłaś do niego cegiełkę. Opowiedz proszę o tym.
Nie zagrałam w turnieju finałowym ani jednej akcji i to sytuacja, która najbardziej mnie w tym wszystkim dotknęła. Naprawdę nie czułam się zwyciężczynią. Nie czułam, że mam realny, bezpośredni wpływ na ten wynik. Teraz jesteśmy w finale mistrzostw Polski, to czuję się pełnoprawną częścią tego zespołu. Zagrałam w wielu meczach, zdobywałam punkty, realnie pomagałam drużynie. A w TAURON Pucharze Polski tego nie było. I to właśnie bolało najbardziej. Dlatego tak bardzo lubię moje “Bublogi”. To taki mój pamiętnik myśli. Często do nich wracam, bo lubię widzieć, jak się zmieniam i rozwijam. Nie chcę stać w miejscu. Widzę, ile już przepracowałam. Mogę sobie przeczytać, co wtedy czułam, i dosłownie znowu to przeżywam. Tak już mam, że jak widzę emocje, to je znowu odczuwam. Tak samo jest z emocjami innych ludzi, bardzo mocno je od nich przejmuję. To mi pomaga w wielu sferach życia.
Więcej o “Bublogach” przeczytasz w wywiadzie na stronie SiatkarskieLigi.pl
A wracając do tego TAURON Pucharu Polski w Elblągu… Wiem, jak smakuje zdobywanie go, kiedy jesteś podstawową zawodniczką, bo tak go zdobyłam grając w Bielsku. Dlatego kiedy po finale podeszła do mnie pani prezes Ola Jagiełło, z którą kiedyś razem ten puchar zdobywałyśmy, i zobaczyła, że jestem zapłakana i rozemocjonowana, zapytała: „Buba, a jak tym razem smakuje?” A ja na gorąco powiedziałam, że… „w ogóle nie smakuje”. Z perspektywy czasu wiem, że nie powinnam tak myśleć i mówić. Ale w tamtym momencie taka była prawda. Mówiąc to nie zrobiłam nic złego, po prostu powiedziałam głośno to, co czułam. Z czasem łatwiej mi to pogodzić. Jestem częścią zespołu, moje treningi też się liczą, każdy ma swój wkład. Ale fakt jest taki, że to, co wtedy czułam, widzieli wszyscy. Nie umiałam tego ukryć.

O swojej przygodzie we Francji, która nie zakończyła się dobrze ze względu na kontuzję, opowiadałaś już w innych wywiadach. Zapytam inaczej: oferta z PGE Budowlanych w takim momencie spadła ci z nieba?
Generalnie we Francji było mi bardzo dobrze. Jeśli chodzi o środowisko i moje funkcjonowanie tam jako osoby, czułam się naprawdę szczęśliwa i dobrze sobie radziłam. Natomiast sportowo poziom ligi był niższy niż w Polsce, a same treningi dość mocno mnie rozczarowały. Mimo to rozważałam pozostanie, ale ostatecznie wygrało racjonalne podejście. Podpisując kontrakt, byłam zaledwie trzy miesiące po operacji. W tamtym momencie wszystko wyglądało bardzo dobrze, ale nie miałam pewności, jak moje ciało zareaguje w dłuższej perspektywie: czy za kilka miesięcy nie pojawią się problemy, czy będę w stanie grać od początku sezonu na pełnych obrotach. Dlatego uznałam, że nie jest to dobry moment na podpisywanie kontraktu jako zawodniczka pierwszej szóstki, mimo że takie opcje we Francji się pojawiały. Kiedy dostałam ofertę z PGE Budowlanych, właściwie nie miałam większych wątpliwości. To był bardzo dobry zespół, stabilne warunki finansowe. Nie musiałam znacząco schodzić z wynagrodzenia, co w tej sytuacji też miało znaczenie. A do tego jasne i ambitne cele przedstawione zespołowi. Była to drużyna budowana na walkę o czołowe miejsca i finał, a nie o utrzymanie czy środek tabeli. Te ambicje bardzo dobrze pokrywały się z moim podejściem i zaangażowaniem. Dodatkowo miałam poczucie, że dostanę tutaj przestrzeń na spokojny powrót do pełnej formy i stopniowe odbudowanie się po kontuzji. Dlatego decyzja była dość naturalna. Oferta spełniała moje oczekiwania zarówno pod względem sportowym, jak i tego, czego potrzebowałam na tym etapie kariery.
W bardzo ciepłych słowach wspominasz za to swój pobyt w BKS BOSTIK ZGO Bielsko-Biała w latach 2022-2024. Co takiego jest w tym Bielsku, że często wspominasz to miasto i klub?
Szczerze, to nie wiem! To jest dobre pytanie. Bielsko naprawdę ma w sobie jakąś wyjątkową aurę i cudowny klimat. Nie wiem, czy to przez te góry, czy przez ludzi, których tam poznałam, ale to miejsce stało się dla mnie drugim domem. Mimo że już tam nie gram, dalej mam bardzo dobry kontakt z drużyną, ze sztabem i z panią prezes. Zawsze mogę do nich wrócić. Do tego mam wytatuowanego Reksia, który zostanie ze mną już do końca życia. Jest sporo takich rzeczy, które sprawiły, że Bielsko jest dla mnie naprawdę ważnym punktem na mapie Polski. Nie umiem dokładnie powiedzieć dlaczego, ale tak po prostu się stało. Mam tam fantastyczne wspomnienia i ludzi, do których mogę przyjechać w każdej chwili, niezależnie od tego, co się dzieje. I to jest naprawdę super.
“Francuska przygoda pomogła mi w zrozumieniu wielu aspektów siatkówki, które teraz postaram się przenieść na grę moją i mojej nowej drużyny” - to twoje słowa w oficjalnym komunikacie po podpisaniu kontraktu z PGE Budowlanymi. To jakich aspektów brakowało w TAURON Lidze?
To nie tak, że czegoś brakowało. Bardziej chodziło mi o to, jak ja sama mogę bardziej pozytywnie wpływać na zespół. We Francji pierwszy raz byłam w sytuacji, w której mój wpływ jako zawodniczki był mocno ograniczony. Siedziałam za bandami i patrzyłam na wszystko z zupełnie innej perspektywy. Kiedy jesteś na boisku, skupiasz się tylko na tym, co dzieje się tuż przed tobą: piłka, sędziowie, trener. A jak siedzisz z boku, to nagle widzisz mecz trochę okiem kibica. Zauważasz reakcje dziewczyn, zarówno swoich, jak i przeciwniczek: które zachowania są dobre dla zespołu, a które mają nieco negatywny wpływ. Dużo sobie z tego zapisałam w głowie. Jedna z najważniejszych rzeczy, którą zauważyłam, to jak ważne jest pozytywne wzmocnienie na boisku. Jesteśmy profesjonalistkami, każda daje z siebie sto procent na treningach, więc nie trzeba nikogo karać w stylu „ej, zrobiłaś to źle”. Jeśli ktoś popełni błąd, to sam o tym wie. Wystarczy powiedzieć: „spoko, dasz radę, następna będzie twoja”. I to działa o wiele lepiej. A jeśli chodzi o ligę francuską… Nie wiem, czy kiedykolwiek widziałeś mecz z orkiestrą na trybunach?
Siatkówki nie, ale widziałem, że kibice śpiewają przy akompaniamencie orkiestry w koszykówce, chociażby na Dzikach Warszawa oraz na piłce nożnej w Stanach Zjednoczonych.
To jest coś niesamowitego! We Francji to jest nie tylko na siatkówce, ale również na rugby, czyli megapopularnym sporcie w tym kraju. Ludzie żyją tym meczem w zupełnie inny sposób: jest fiesta, cały czas muzyka, emocje non-stop. U nas jest bardziej spokojnie: oglądamy, klaszczemy, skomentujemy. Tam trybuny po prostu szaleją. Oczywiście ma to też minusy, bo jak orkiestra gra w trakcie akcji, to zagłusza kompletnie komunikację na boisku, ale ogólnie jako widowisko, jest rewelacyjne. Nasi kibice też są wspaniali i świetnie nas dopingują, ale mają inny styl. Wracając do drużyny: myślę, że pod względem pozytywnych emocji i atmosfery w zespole możemy jeszcze trochę więcej zrobić. W PGE Budowlanych czuję to bardzo mocno. Dziewczyny są nie tylko megaprofesjonalne, ale są też po prostu dobrymi, pozytywnymi ludźmi. Nie ma przewracania oczami po błędzie, nie czujesz się stłamszona, gdy coś nie wyjdzie. Zamiast tego dostajesz wsparcie i wiarę, że następną piłkę skończysz już skutecznie. I to jest coś, co naprawdę buduje. Życzę każdemu zespołowi takiej atmosfery. Mam też blisko siebie trochę inne myślenie, bo mój chłopak Joris Seddik gra we Włoszech, więc widzę, jak to wygląda w innym kraju. To wszystko razem daje mi sporo do myślenia.
W twoim CV brakuje jednak występów w reprezentacji Polski. Nie wierzę, że to nigdy cię nie zabolało.
Nigdy, naprawdę!
Wciąż nie wierzę. Szczególnie po tym sezonie, kiedy z Bielskiem wywalczyłaś brązowy medal TAURON Ligi.
Z perspektywy czasu widzę, że tamten sezon miałam naprawdę dobry. Ale wtedy w ogóle tego nie czułam. Kiedy Bielsko nie zaproponowało mi przedłużenia kontraktu, to był dla mnie taki mocny impuls. Pomyślałam: „okej, widocznie nie gram aż tak dobrze”. Nie chodziło o to, że się obraziłam, po prostu odebrałam to jako sygnał, że mogę coś zrobić lepiej, albo że może czas spróbować czegoś nowego za granicą. Wtedy w ogóle nie miałam w sobie tej pewności siebie typu „gram supersezon, jestem w TOP 10 blokujących, powinnam być w kadrze”. Zdawałam sobie sprawę, że mam taki, a nie inny PESEL, że są ode mnie dużo młodsze i bardziej perspektywiczne dziewczyny. Wiele z nich miało już mocno ugrzane miejsce w kadrze. Nigdy nie patrzyłam na listę powołań i nie myślałam „a dlaczego mnie tam nie ma?”. Oczywiście gra w kadrze zawsze była moim marzeniem, jak każdej dziewczyny, która zaczyna grać w siatkówkę. Ale nigdy nie czułam się skrzywdzona, że mnie tam nie ma. Znam swoje ograniczenia jako zawodniczka i zawsze je miałam. Skoro mnie nie powołują, to znaczy, że na tamten moment na to powołanie nie zasługiwałam. Po prostu są dziewczyny, które lepiej pasowały do schematu, jakiego dany trener w danym momencie potrzebuje. Tak jak teraz trener Stefano Lavarini ma swój pomysł, tak wcześniej inni trenerzy kadry mieli swoje. I to jest całkowicie w porządku.

Nie rozpamiętujesz?
Totalnie nie. Wiem, że gdyby była choćby jedna szansa, żebym pojechała na zgrupowanie, nawet jak dziewczyny żartują, „do obozu zesłańców” w Szczyrku, i tam czekała na swoją szansę, na jeden mecz w Lidze Narodów, to i tak czułabym się spełnioną zawodniczką. Ale nie czuję tego jako wielkiej życiowej porażki, że nigdy nie byłam w kadrze. To, co życie mi daje, to po prostu akceptuję. Mam dwa TAURON Puchary Polski, bo teraz, po czasie, do tego drugiego też się przyznaję (śmiech). Do tego mam medal – co prawda minimalny, bo brązowy, ale jak na razie to mój największy. I dla mnie to są niesamowite osiągnięcia. Jak za 30 lat moja córka, syn czy ktokolwiek mnie zapyta czy byłam spełnioną siatkarką, to powiem: “tak, byłam”. Bo do ostatniego dnia treningów, a mam nadzieję, że tak będzie, ta gra sprawiała mi ogromną radość. I to jest dla mnie najważniejsze. A to, że nie dostałam powołania do kadry… Na niektóre rzeczy po prostu nie mamy wpływu. Więc po co się tym zamartwiać?
Powrót do listy
