Siatkarz TAURON Ligi z aparatem w ręce. „To moja alternatywa po zakończeniu kariery”
Do tej pory to on był fotografowany, bo przecież na na swoim koncie ma dwa Puchary Polski i dwa brązowe medale TAURON Ligi, a do tego 16 występów w seniorskiej reprezentacji Polski. Dziś Wojciech Ferens co prawda dalej gra na najwyższym poziomie, bo wspólnie z GKS Katowice wrócił do siatkarskiej elity, ale po godzinach… sam łapie za aparat i oddaje się fotograficznej pasji, w którą wkręcił się bez opamiętania. Co więcej, siatkarz może sfotografować twój event, ślub czy zrobić dowolną sesję. – Jeżeli jednak ktoś zastanawia się, czy profesjonalna sesja może być fajnym pomysłem dla jego szkółki, klubu, drużyny czy grupy znajomych, to naprawdę mogę zagwarantować, że jest to świetne przeżycie – mówi Ferens w obszernej rozmowie z Siatkarskimi Ligami.
Maciej Nowocień: Kiedy złapałeś fotograficznego bakcyla?
Wojciech Ferens: Mam taką śmieszną cechę, że jeżeli złapię jakiegoś bakcyla, to zazwyczaj wchodzę w to na sto procent. Nie potrafię robić czegoś na pięćdziesiąt procent, nie szukam półśrodków. Niestety lubię też wybierać sobie drogie hobby, ale fotografia naprawdę wciągnęła mnie na dobre. Zaraził mnie nią kolega z drużyny, Paweł Pietraszko. Pokazał mi kilka rzeczy, swój sprzęt, opowiedział trochę o fotografowaniu. Tak od słowa do słowa, trzy lata temu kupiłem swój pierwszy aparat. I wtedy już kompletnie przepadłem. Początkowo były to podstawowe zdjęcia, takie bardziej naturalne, ale z czasem zacząłem coraz mocniej interesować się fotografią z wykorzystaniem lamp i błysku. To właśnie ten element szczególnie mnie wciągnął. Zacząłem się szkolić, jeździć na spotkania fotograficzne i szukać nowych możliwości. Bardzo dobrze się w tym czuję i, mówiąc kolokwialnie, naprawdę mnie to jara. Cały czas chcę się rozwijać. Każdą wolną chwilę staram się wykorzystać na naukę. Oglądam YouTube’a, szukam w internecie materiałów, które mogą mnie czegoś nauczyć albo podpowiedzieć, jak usprawnić to, co już robię. Fotografia stała się dla mnie czymś więcej niż tylko hobby. To pasja, w którą cały czas chcę wchodzić coraz głębiej.
Jaki był twój pierwszy aparat?
Moim pierwszym aparatem był Canon RP. Paweł również był i nadal jest w systemie Canona, więc naturalnie poszedłem w tę samą stronę. W środowisku fotograficznym cały czas trwa zresztą taka swoista wojna między systemami, który robi lepsze zdjęcia, który ma tańsze albo lepsze obiektywy. Ale chyba podzielam zdanie, które coraz częściej się pojawia: dożyliśmy czasów, w których różnice technologiczne między poszczególnymi systemami są naprawdę niewielkie. Dzisiaj trudno mówić o złym aparacie czy złym obiektywie. Praktycznie każdy sprzęt jest w stanie dać ci bardzo dobre zdjęcie. Ostatecznie najważniejsze jest to, jakie oko stoi za aparatem. Sprzęt może pomóc, może dać większe możliwości, ale to fotograf decyduje, co chce pokazać i w jaki sposób.

A dziś na czym pracujesz?
Oczywiście zainwestowałem w sprzęt, ale cały czas jestem w systemie Canona (śmiech). Obecnie pracuję na R5, głównie dlatego, że sporo fotografuję z wykorzystaniem błysku i zależało mi na większej matrycy. Mocno rozwinąłem też swoją „szklarnię”, żeby mieć szeroki zakres obiektywów i być przygotowanym na różne sytuacje. Można więc powiedzieć, że na ten moment mam już naprawdę kompletny zestaw. Teraz jestem na etapie zmiany systemu, ale nie chodzi już o same lampy błyskowe, bo tutaj mam już wszystko poukładane i wiem, w którą stronę chcę iść. Mam nadzieję, że ten kolejny krok dobrze się przyjmie i pozwoli mi dalej realizować się w fotografii. Największą satysfakcję daje mi jednak to, że fotografia przynosi radość nie tylko mnie, ale również osobom, które znajdują się po drugiej stronie obiektywu. I chyba właśnie to jest w tym wszystkim najfajniejsze.
Czujesz, że przez te trzy lata zrobiłeś postęp, jeśli chodzi o fotografię?
Ciężko mi mówić o swoim progresie, szczególnie w takiej dziedzinie, gdzie człowiek sam musiałby siebie oceniać. Na pewno mogę powiedzieć, że jeśli chodzi o techniczne niuanse i zaplecze wiedzy, to czuję się w tym zdecydowanie mocniej. Tak jak mówiłem, każdą wolną chwilę poświęcam na naukę i staram się tę wiedzę później przekładać na praktykę. Czy idę w dobrym kierunku? Trudno mi jednoznacznie stwierdzić. Wiem natomiast, że żeby być lepszym fotografem i przede wszystkim lepiej widzieć, po prostu trzeba robić zdjęcia. Tych zdjęć robię naprawdę dużo, więc podejrzewam, że siłą rzeczy jest coraz lepiej. Natomiast czy uznaję to za duży progres i czy uważam, że robię dobre zdjęcia? Ciężko mi o tym mówić. Wydaje mi się, że szczególnie w fotografii to jest chyba ostatnia rzecz, którą człowiek powinien o sobie powiedzieć.

sesja wykonana przez Wojciecha Ferensa
Laikom może się wydawać, że jeśli masz dobry sprzęt, to zrobisz dobre zdjęcie. Tak chyba nie jest.
Zgadza się, szczególnie jeżeli mówimy o fotografii z wykorzystaniem błysku. Sama wiedza i przede wszystkim rozumienie światła to jest naprawdę ogromna dziedzina. To, jak wiele rzeczy wzajemnie na siebie oddziałuje i jaki później daje efekt, zarówno w studiu, jak i w terenie czy plenerze. To ciągła nauka, próby i eksperymentowanie. I właśnie to jest w tym wszystkim fajne. Błysk daje ogromną, właściwie pełną kontrolę nad efektem, który chcemy uzyskać. Ostatnio miałem okazję fotografować młodych koszykarzy i bardzo lubię ich reakcje, kiedy widzą efekt końcowy. Robiliśmy zdjęcia o godzinie 14, w pełnym słońcu, a na fotografiach wszystko wyglądało tak, jakby zostało stworzone przez sztuczną inteligencję, co oczywiście jest teraz bardzo popularnym tematem. Najfajniejsze były właśnie ich reakcje, kiedy zobaczyli zdjęcia i porównali je z tym, co działo się dookoła. To, że można w środku dnia, przy pełnym słońcu, stworzyć zupełnie inny klimat i uzyskać efekt, którego nikt się nie spodziewa, daje naprawdę ogromną satysfakcję.
I zabawa chyba zaczyna się przy komputerze, jak te zdjęcia trzeba obrobić?
Zdecydowanie. W tym wszystkim trzeba też znaleźć swój własny styl. Oczywiście skłamałbym, gdybym powiedział, że w ogóle nie korzystam ze sztucznej inteligencji, bo chyba trudno już dzisiaj całkowicie od niej uciec. Oczywiście są miłośnicy tradycyjnej fotografii, ale nawet programy, z których korzystamy od lat, takie jak Photoshop czy Lightroom, w dużej mierze wykorzystują już rozwiązania oparte na AI. Dla mnie jest to przede wszystkim narzędzie, które ma ułatwiać pracę. Nie jestem zwolennikiem generowania elementów zdjęcia przez sztuczną inteligencję. W moich fotografiach nie ma wygenerowanych obiektów czy fragmentów rzeczywistości. Natomiast przy typowym retuszu jak najbardziej korzystam z możliwości, które daje AI. Przede wszystkim pozwala to skrócić czas spędzany przed komputerem i monitorem, a to jest ogromna zaleta. Jednocześnie bardzo budujące jest to, że ludzie wciąż doceniają naturalność i emocje. Widać to szczególnie podczas pracy z młodymi zawodnikami. Ich radość, kiedy nagle mogą poczuć się jak gwiazdy parkietu, ktoś robi im profesjonalne zdjęcia, a oni później widzą siebie w zupełnie innej odsłonie – tego sztuczna inteligencja nam nie wygeneruje. Dlatego uważam, że głupotą byłoby nie korzystać z narzędzi, które mogą ułatwić nam pracę. Trzeba tylko robić to z głową i zachować zdrowy rozsądek, pamiętając, że technologia ma być pomocą dla fotografa, a nie zastępować jego spojrzenie, emocje i pomysł.

sesja wykonana przez Wojciecha Ferensa
Dużo inwestujesz w tę pasję? Żona nie wystawiła ci jeszcze za drzwi walizki ze sprzętem, a może i całym dobytkiem? (śmiech)
Jest takie piękne powiedzenie, które chyba pasuje do każdego męskiego hobby: „Boże, nie pozwól, żeby moja żona po mojej śmierci sprzedała cały mój sprzęt za tyle, za ile powiedziałem jej, że go kupiłem”. (śmiech) Myślę, że fotografia rzeczywiście potrafi być bardzo drogim hobby, szczególnie kiedy człowiek zaczyna się w to coraz bardziej angażować i cały czas chce próbować nowych rzeczy. Z czasem sprzętu przybywa, pojawiają się kolejne obiektywy, lampy czy akcesoria i robi się z tego całkiem pokaźny zestaw. Ciężko mi nawet mówić o konkretnych kwotach, bo to jest proces. Człowiek kupuje jedną rzecz, później okazuje się, że przydałaby się kolejna, potem jeszcze coś innego i nagle orientuje się, że uzbierał całkiem poważny sprzęt. Ale chyba właśnie na tym polega pasja. Jeżeli coś naprawdę nas cieszy, to chcemy się w tym rozwijać i inwestować w kolejne możliwości.
Jakie zdjęcia lubisz robić najbardziej?
Fotografia paradoksalnie nie jest jedną, ogólną dziedziną. Każdy, kto naprawdę wsiąknie w fotografię i się nią zarazi, w pewnym momencie zaczyna odnajdywać swój kierunek, czy to są portrety, dzika przyroda, street photography czy właśnie fotografia studyjna. Wtedy również sprzęt zaczyna się świadomie kompletować pod konkretną dziedzinę i te różnice mogą być naprawdę ogromne. Ale tak jak mówiliśmy na początku: najważniejsze jest to, co potrafisz i co widzisz. Najdroższy obiektyw czy aparat nie zastąpi wiedzy, wyczucia ekspozycji ani znajomości światła. Szczególnie jeśli chodzi o błysk, cały czas się w tym kierunku szkolę i rozwijam.
Jak?
W ostatnim czasie bardzo mocno inspirują mnie twórcy ze Stanów Zjednoczonych. Zrobiłem kilka szkoleń online bezpośrednio z nimi i bardzo podoba mi się sposób, w jaki podchodzą do fotografii sportowej. Tworzą portrety, które określają jako „dramatyczne”. Zawodnicy wyglądają na nich trochę jak superbohaterowie, jak mocne, charakterystyczne postacie. Jest tam dużo efektów, błysku i pracy światłem. Wydaje mi się, że taki styl świetnie pasuje do sportu, bo bardzo dobrze oddaje emocje, siłę i charakter zawodnika. Myślę też, że żeby to odpowiednio pokazać, trzeba samemu trochę tego sportu przeżyć. Trzeba spędzić godziny na hali, poczuć atmosferę i wiedzieć, jakie emocje towarzyszą zawodnikom. Wtedy można sprawić, że te emocje rzeczywiście pojawią się na zdjęciu. Fajne jest to, kiedy później patrzę na fotografię i widzę, że zawodnik naprawdę wygląda jak poważny gracz, jak ktoś, kto ma swoją historię i charakter. To jest dla mnie bardzo ciekawe. W Polsce wciąż nie jest to aż tak popularne, natomiast w Stanach takie podejście do fotografii sportowej jest bardzo mocno rozwinięte. Tam ogromną wagę przykłada się do promocji zawodników, klubów i ich wizerunku. Widać to nawet w drużynach akademickich. Praktycznie każdy zawodnik ma swoje indywidualne sesje i jest prezentowany w bardzo profesjonalny sposób. Mam wrażenie, że u nas powoli również zaczynamy się na to otwierać. Miałem okazję fotografować różnego rodzaju obozy, kolonie, sportowców czy po prostu ludzi, którzy mocno jarają się konkretną dyscypliną. I za każdym razem widzę, że takie zdjęcia są naprawdę bardzo dobrze odbierane. Dają tym osobom dużo radości, bo mogą zobaczyć siebie w zupełnie innej, bardziej profesjonalnej odsłonie.
A co z taką klasyczną fotoreporterką, jak na meczach?
Na chwilę obecną chciałbym iść bardziej w kierunku artystycznej fotografii. Szczególnie dlatego, że żeby być naprawdę dobrym fotografem reportażowym czy sportowym, trzeba po prostu bardzo dużo fotografować, być na meczach, spotkaniach i wydarzeniach. A póki jestem czynnym zawodnikiem, nie mam na to aż tyle czasu. Jeżeli natomiast chodzi o fotografię z wykorzystaniem błysku, tutaj możliwości są zupełnie inne. Moja żona bardzo często się ze mnie śmieje, bo czasami wystarczy, że ktoś zapyta: „A gdzie wy w ogóle zrobiliście te zdjęcia?”. Ostatnio na przykład robiliśmy mojej szwagierce taką sesję beauty, żeby mogła poczuć się bardziej kobieco. I zrobiliśmy ją w zwykłym garażu. Wystarczyło kilka lamp błyskowych, fajne tło, odrobina miejsca i można było stworzyć naprawdę ciekawy efekt.

sesja wykonana przez Wojciecha Ferensa
Czyli jednak preferujesz fotografię artystyczną…
To właśnie bardzo mnie fascynuje. Niektóre zdjęcia mogę stworzyć praktycznie w każdym miejscu. Sprzęt jest coraz bardziej mobilny, większość lamp jest już akumulatorowa, więc tak naprawdę niewiele nas ogranicza. Można pojechać gdzieś z niewielkim zestawem i na miejscu zbudować zupełnie własny świat. Wiem natomiast, że żeby być naprawdę dobrym fotografem sportowym czy reportażowym, potrzeba wielu, wielu godzin spędzonych na fotografowaniu. I tutaj jest trochę tak samo jak w sporcie. Jeżeli chcesz być coraz lepszy, patrzysz na najlepszych, inspirujesz się nimi i próbujesz dojść do ich poziomu. Kiedy czasami widzę, co tworzą moi koledzy, którzy zawodowo zajmują się fotografią sportową, to naprawdę jest sztuka. Wiem więc, że przede mną byłaby bardzo długa droga. A niestety, tak jak wspomniałem, bycie zawodowym sportowcem wiąże się z tym, że tego czasu na inne rzeczy po prostu nie ma zbyt wiele. Dlatego na ten moment fotografia artystyczna i praca ze światłem dają mi możliwość rozwijania pasji w sposób, który mogę pogodzić z życiem sportowca.
Czas na pytanie z gatunku trudnych. Dziś wolisz fotografować czy grać w siatkówkę?
(śmiech) Traktuję te dwie rzeczy jako dwie zupełnie odrębne dziedziny. Siatkówka to moja praca i sport, a fotografia jest moją pasją, hobby i sposobem na spełnianie się oraz tworzenie w zupełnie innej przestrzeni. Na razie nie patrzę na to w kategoriach tego, że jedna rzecz ma być bardziej lub mniej ważna od drugiej. Fajne jest natomiast to, że doświadczenie wyniesione z boiska bardzo pomaga mi w fotografii, szczególnie przy portretach sportowców. Rozumiem emocje, które przeżywa zawodnik, wiem, z czym wiąże się rywalizacja, presja czy moment, kiedy trzeba dać z siebie wszystko. Dzięki temu łatwiej jest mi pracować z nowymi zawodnikami i próbować uchwycić na zdjęciu coś więcej niż tylko ich wygląd. Mam nadzieję, że w przyszłości uda mi się przełożyć to również na profesjonalne portrety dorosłych zawodników czy całych klubów. Wszyscy widzimy, jak ogromną siłę ma dzisiaj marka osobista i media społecznościowe. To stało się bardzo ważnym elementem sportu i budowania wizerunku zawodnika. Mam więc nadzieję, że ten kierunek będzie się rozwijał i że gdzieś tam będę w tym pociągu, który właśnie odjeżdża. Chciałbym po prostu wykorzystać swoje doświadczenie ze sportu i przekuć je w coś, co pozwoli mi rozwijać się również w fotografii.

sesja wykonana przez Wojciecha Ferensa
Ale jeśli chodzi o sport, który jest bardzo bliski twojemu sercu, to którą dyscyplinę najlepiej ci się fotografowało?
Biorąc pod uwagę Stany Zjednoczone, które najbardziej skłoniły mnie do wejścia w ten kierunek fotografii, bardzo inspirują mnie sporty, które w Polsce są jeszcze dość niszowe. Mam na myśli przede wszystkim futbol amerykański czy baseball. To właśnie na tych dyscyplinach często opierają się najbardziej efektowne zdjęcia, które robią tamtejsi fotografowie i które naprawdę robią ogromne wrażenie. Oczywiście mamy też hokej, koszykówkę czy siatkówkę. To wszystko są sporty, które można bardzo ciekawie pokazać na zdjęciach. W Polsce mamy mnóstwo drużyn i zawodników, również w tych mniej popularnych dyscyplinach. Problem polega na tym, że nie zawsze jest jeszcze takie myślenie, że profesjonalna sesja zdjęciowa może być elementem budowania wizerunku całej drużyny. Trudno sobie wyobrazić, żeby każdy, kto prowadzi w Polsce drużynę futbolu amerykańskiego, rugby czy hokeja, od razu pomyślał: „Zróbmy sobie taką sesję jak w Stanach”. Ale właśnie to jest moje marzenie. Chciałbym kiedyś zrobić profesjonalną sesję dla drużyny futbolu amerykańskiego, rugby albo hokeja w Polsce i stworzyć coś na poziomie najlepszych amerykańskich realizacji. Tam fotografowie potrafią zrobić rzeczy, które wyglądają wręcz kosmicznie. Dużo światła, mocne portrety, charakter zawodników, odpowiednia stylizacja i cała oprawa sprawiają, że zdjęcia naprawdę budują markę drużyny. Fajnie byłoby przenieść ten sposób myślenia na polski grunt i pokazać, że również u nas można stworzyć coś tak efektownego.
Zaraz, byłeś na kursie fotograficznym w Stanach?
Nie, nie, robiłem kursy online, a także treningi jeden na jeden z innymi twórcami. Spotykaliśmy się na wideokonferencjach i wspólnie pracowaliśmy nad konkretnymi zagadnieniami. Jeśli chodzi o fotografię z wykorzystaniem błysku, to bardzo dużo uczę się również od polskich twórców. Mamy w Polsce naprawdę wielu wybitnych fotografów, którzy robią niesamowitą robotę i od których można się bardzo dużo nauczyć. Organizowanych jest też mnóstwo warsztatów i spotkań, szczególnie w większych miastach. Teraz akurat jestem w Katowicach, więc staram się wykorzystywać to, że takich wydarzeń jest tutaj naprawdę sporo. To są bardzo ciekawe doświadczenia, bo można zobaczyć, w jakim kierunku rozwija się fotografia, coś podpatrzeć, wymienić się doświadczeniami, rozwiać pewne wątpliwości. I to jest w tym wszystkim super. Szczególnie że fotografia cały czas jest procesem twórczym i kreatywnym. Właściwie nigdy nie ma momentu, w którym można powiedzieć, że już wszystko się wie. Paradoksalnie podobną kreatywność widzę też wśród chłopaków z naszej ligi. Jest wielu zawodników, którzy są naprawdę bardzo kreatywni i coraz częściej pokazują to również poza boiskiem. Ktoś tworzy własną linię ubrań, ktoś zajmuje się fotografią, ktoś robi jeszcze inne ciekawe rzeczy. I to jest naprawdę fajne. Z jednej strony masz gościa, który na boisku jest, mówiąc kolokwialnie, takim „zabijaką”, walczy o każdą piłkę, a z drugiej strony okazuje się, że jest bardzo twórczą, kreatywną i wrażliwą osobą. Myślę, że właśnie takie połączenie jest w sporcie bardzo ciekawe.

sesja wykonana przez Wojciecha Ferensa
To na jakie usługi fotograficzne można liczyć u Wojciecha Ferensa?
Tak naprawdę, biorąc pod uwagę przede wszystkim fotografię portretową i sportową, ale też zwykłą fotografię studyjną, reportaż czy eventy, możemy zrobić praktycznie wszystko. Nie chcę się zamykać w jednej, konkretnej dziedzinie. Najbliżej mi do szeroko pojętej fotografii portretowej, reportażowej, eventowej i studyjnej. Zapraszam oczywiście na moje strony i social media (KLIKNIJ!), które też jeszcze trochę raczkują. Nie jestem, mówiąc kolokwialnie, rekinem tych tematów, więc cały czas muszę się za to wszystko jeszcze porządnie zabrać. Ale gwarantuję, że efekty mogą zaskoczyć, szczególnie jeśli chodzi o tę niszę, jaką wciąż są portrety sportowe. Mam nadzieję, że niedługo przestaniemy w ogóle mówić o nich jako o niszy.
A twoje portfolio?
Miałem okazję pracować z wieloma półkoloniami organizowanymi przez naszych zawodników, między innymi przez Marcina Walińskiego i Mateusza Jóźwika. Ostatnio robiłem również obóz sportowy dla zespołu ze Skierniewic, jeśli chodzi o koszykówkę. Fotografowałem też młodzieżowe grupy siatkarskie w Jastrzębiu.Cały czas naturalnie trzymam się też środowiska siatkarskiego, bo dzięki temu mam sporo kontaktów i łatwiej jest realizować kolejne projekty. Miałem również okazję zrobić sesję dla klubu, więc tych tematów rzeczywiście trochę się już pojawiło. Dlatego zapraszam, jeżeli ktoś chciałby zrobić sesję dla zawodnika, grupy czy całego klubu, jestem otwarty. Może właśnie będę miał przyjemność stworzyć kolejną sesję dla jakiegoś zespołu i pokazać, jak można ciekawie wykorzystać fotografię sportową do budowania jego wizerunku.
A czy dział marketingu GKS już się do ciebie zgłosił?
(śmiech) Nie, marketing GieKSy radzi sobie doskonale i nie chcę nikomu wchodzić w paradę. Ja chcę działać na swoich warunkach, cały czas się uczyć i szukać własnego kierunku. Jeżeli jednak ktoś zastanawia się, czy profesjonalna sesja może być fajnym pomysłem dla jego szkółki, klubu, drużyny czy grupy znajomych, to naprawdę mogę zagwarantować, że jest to świetne przeżycie. Miałem okazję obserwować to przy wielu dzieciakach i zawodnikach w różnym wieku. Najfajniej patrzy się później na takiego młodego chłopaka czy nastolatka, który ogląda swoje zdjęcia w telefonie albo dostaje je wydrukowane i widzi siebie w zupełnie innej odsłonie. Pojawia się wtedy taka myśl: „Kurczę, fajnie, że trenuję ten sport, fajnie, że się ruszam”. Nagle widzi, że jego pasja naprawdę może wyglądać wyjątkowo. I wydaje mi się, że to jest również bardzo fajna forma zarażania dzieci sportem. Rodzice po takich sesjach też są zazwyczaj bardzo zadowoleni. I to jest naprawdę budujące, bo tworzy się taki pozytywny obrazek. Dzieciaki mają wsparcie najbliższych, mają wsparcie klubu, a do tego mogą zobaczyć efekty swojej pracy i zaangażowania. Jeżeli ma to później sprawić, że taki dzieciak, nastolatek czy nawet dorosły zawodnik chętniej pójdzie na trening, będzie chciał dalej się rozwijać i poświęcać czas na doskonalenie swoich umiejętności, to dla mnie są same plusy. Bo fotografia może nie tylko pokazywać sport, ale też realnie pomagać ludziom się nim inspirować.

Fakt, że jesteś znanym siatkarzem, pomaga?
Nie, absolutnie. Chyba nigdy szczególnie nie zależało mi na tym, żeby być jakąś bardzo medialną czy rozpoznawalną osobą. Wydaje mi się, że znowu wracamy tutaj do punktu wyjścia, czyli najważniejszy jest efekt końcowy. Chciałbym być doceniany przede wszystkim za to, co robię w fotografii. Fajnie byłoby, gdyby ktoś pomyślał: „Wojtek kiedyś grał w TAURON Lidze, zna siatkówkę od środka, a do tego robi naprawdę dobre zdjęcia. Chcemy, żeby zrobił sesję naszym zawodnikom albo naszemu klubowi”. To byłoby dla mnie największe wyróżnienie. Nie chodzi mi o to, żeby ktoś do mnie dzwonił dlatego, że jestem rozpoznawalnym siatkarzem, tylko dlatego, że jestem dobrym fotografem, którego portrety czy sesje po prostu się podobają i przynoszą konkretny efekt. I myślę, że właśnie z tego jestem rozliczany. Szczególnie rodzice czy osoby zarządzające klubami patrzą na to bardzo praktycznie. Zdjęcia mają spełnić określony cel. Mają pokazać zawodnika, jego emocje, charakter, zbudować jego wizerunek czy pomóc wypromować klub. Jeżeli fotografia ten efekt daje, to dla mnie jest to największa wartość.
Teraz traktujesz to jako dodatkową pracę czy wciąż hobby? Wiadomo, że siatkówka jest dla ciebie najważniejsza, ale słyszę, że jesteś zafiksowany na punkcie fotografii.
To prawda. Śmieję się, że człowiek staje się coraz starszy, a nie młodszy i trzeba znaleźć na siebie pomysł. Jest takie piękne powiedzenie, że jeżeli robisz to, co kochasz i pracujesz przy swojej pasji, to nie spędzisz ani jednego dnia w pracy. Wydaje mi się, że to właśnie mocno mi przyświeca. Fajnie znaleźć pomysł na siebie, który jednocześnie opiera się na pasji i daje mi mnóstwo radości. Póki mam zdrowie i z uśmiechem chodzę na treningi, ale wydaje mi się, że nic nie stoi na przeszkodzie, żeby to łączyć z fotografią. W dalszym ciągu traktować sport jako pasję, ale jednocześnie powoli budować sobie jakieś zaplecze i plan na życie po życiu sportowym. Czy będzie to w stu procentach fotografia, czy nadal pozostanie moim hobby? Tego nie wiem i na razie nie chcę o tym myśleć, bo, tak wspomniałeś, jeszcze siatkówka jest najważniejsza. Ale fotografia jest czymś, co naprawdę bardzo mi się podoba. Podróżujemy po całej Polsce na nasze mecze, więc zabieranie aparatu i fotografowanie miejsc, do których trafiamy na jakimś spacerku, jest dla mnie ciekawym doświadczeniem. W ten sposób można połączyć przyjemne z pożytecznym.
A przy okazji zrobić fajny rozruch przed meczem.
No tak, takie dotlenienie przed meczem też jest dobre (śmiech). Same pozytywy!
Powrót do listy

