Siatkarz sezonu 2025/2026 w PlusLidze: Mateusz Bieniek
Od lat jest czołową postacią polskiej siatkówki, odgrywającą bardzo ważne role w każdej drużynie, w której występuje. Kilkanaście dni temu zdobył swoje trzecie mistrzostwo Polski, będąc jedną z kluczowych postaci w zespole Aluronu CMC Warty Zawiercie, a tydzień później dołożył drugie z rzędu srebro Ligi Mistrzów. Mateusz Bieniek przed rokiem poprosił o przerwę w grze w reprezentacji Polski, naprawił zdrowie i znów z uśmiechem na ustach może osiągać sukcesy. - Ta nagroda to jest praca i zasługa całego zespołu. Dziękuję im, bo naprawdę zrobili świetną robotę w tym sezonie - powiedział kapitan Jurajskich Rycerzy po odebraniu statuetki.
Urodził się w Blachowni pod Częstochową, a, jak wiadomo, przez Częstochowę przeszła większość czołowych polskich siatkarzy. Bieniek też, choć nigdy nie był graczem AZS, tak jak czołowi reprezentanci Polski z wcześniejszych lat, a siatkówki uczył się w częstochowskim Norwidzie, z którym sięgnął po mistrzostwo Polski. Nie od początku był doceniany przez największe kluby PlusLigi, bo swoją sześcioletnią przygodę z najważniejszymi polskimi rozgrywkami zaczynał w przeciętnym Effectorze Kielce. To tam wypatrzył go Stephane Antiga i powołał do reprezentacji. W maju 2015 roku roku Bieniek w kapitalnym stylu zadebiutował w kadrze meczem z Rosją, a w wielu kibiców siatkówki zadawało sobie pytanie: kto to jest Bieniek?
– Byłem pewien, że w debiucie, nawet z tak silną drużyną, jak Rosja, Mateusz sobie poradzi. To siatkarz, który nie wie czym jest trema. Nigdy nie przejmuje się ani rywalem, ani wagą spotkania, ani tym, czy na trybunach jest wielu kibiców – komentował trener Effectora Dariusz Daszkiewicz.
Wiadomo, że Effector szybko zrobił się dla Bieńka za mały. Rok później siatkarz był już graczem ZAKSY Kędzierzyn-Koźle, z którą dwukrotnie świętował tytuł mistrza Polski. – Na pewno moją ambicją będzie dołożenie cegiełki do utrzymania pozycji najlepszej polskiej drużyny przez ZAKSĘ – mówił po przenosinach do Kędzierzyna-Koźla. Wkład miał kolosalny.
Gdy zmieniał klub z Effectora na ZAKSĘ był już czołowym reprezentantem Polski i graczem, który na swojej pozycji zajmował miejsce w ścisłej czołówce PlusLigi i po olimpijskim debiucie w Rio de Janeiro. Dziś ma na swoim koncie już złoto i srebro mistrzostw świata, wicemistrzostwo olimpijskie i dwa medale mistrzostw Europy, a do tego trzy mistrzostwa Polski, trzy TAURON Puchary Polski, medale Ligi Mistrzów i klubowe mistrzostwo świata. W maju w odstępie tygodnia cieszył się z historycznego złota PlusLigi dla Aluron CMC Warty Zawiercie, a następnie drugiego z rzędu srebra w LM.
- To nie był łatwy sezon, spotkań było sporo, to tempo było naprawdę zabójcze. Mieliśmy też naprawdę trudne chwile i momenty zwątpienia, a potrafiliśmy się odbudować. Ja opuściłem raptem dwa spotkania. Tak naprawdę graliśmy wszędzie do końca, więc była to taka dość duża dawka, jeśli chodzi o skoki i nie tylko. Ale udało mi się wytrwać, więc myślę, że te ostatnie wolne wakacje dały bardzo dużo - podsumował Bieniek, który po rocznej przerwie wraca do reprezentacji Polski, ale najpierw czeka go krótki odpoczynek po sezonie ligowym.
Powrót do listy

