Kamil Semeniuk: Zrobimy wszystko, aby w doborowych humorach skończyć ten turniej
Reprezentacja Polski po raz drugi z rzędu pokonała Słowenię w półfinale mistrzostw Europy i w sobotę zagra o złoty medal oraz bilet na igrzyska do Los Angeles. – Nie po to jesteśmy na tych mistrzostwach Europy prawie miesiąc, żeby na sam koniec przegrać – powiedział po tym meczu jeden z bohaterów polskiego zespołu, Kamil Semeniuk, który w trzecim secie dał bardzo dobrą zmianę.
- Zagraliśmy całkiem dobre spotkanie. Pamiętajmy, że zagraliśmy z reprezentacją Słowenii, która jest naprawdę mocna i zawsze ciężko się z nią gra. Może w trzecim secie pojawiło się u nas lekkie rozkojarzenie i zaczęło się troszeczkę robić nerwowo, chociaż prowadziliśmy 2:0 w setach. Trener zarządził zmiany i ja wszedłem do gry za Wilfredo Leona. Cieszę się bardzo, że miałem kolejną okazję być na boisku. To fajna rzecz, żeby podczas Final Four mistrzostw Europy być na boisku i brać udział w takim wydarzeniu – mówił Kamil Semeniuk, który według trenera Nikoli Grbicia jest jak maszyna i zawsze robi swoje, czy jako podstawowy gracz, czy jako zmiennik.

Do tej pory na tegorocznych mistrzostwach Europy Kamil Semeniuk był najczęściej wprowadzany na zmiany taktyczne za Szymona Jakubiszaka na zagrywkę i potem na kilka ustawień do przyjęcia. Jak się w tym odnajdywał?
- Nawet jeżeli trener mi w trakcie spotkania nie mówi, że będzie ta zmiana ze mną na zagrywkę i poprawę przyjęcia, to ja jestem zawsze gotowy, bo wystarczy, że on na mnie popatrzy, ja na niego popatrzę i on wie, że ja wiem, że ja wejdę. Także staram się w każdej roli spełniać w tej reprezentacji i naprawdę jestem gotowy jak kameleon do każdego spotkania – mówi Semeniuk, który z trenerem Nikolą Grbiciem rozumie się praktycznie bez słów.
- Z trenerem znamy się troszeczkę jeszcze od czasów Kędzierzyna, także nawet nie musimy ze sobą rozmawiać, tylko wystarczy że on patrzy na mnie, a ja patrzę na niego. Ja wiem kiedy coś źle zrobiłem i kiedy coś zrobiłem dobrze, także ta nasza znajomość jest na wyższym poziomie – opisuje Semeniuk.
Czy Polacy w finale będą odczuwali dodatkowy ciężar związany z walką nie tylko o obronę mistrzostwa Europy, ale też wywalczeniem awansu na igrzyska olimpijskie w Los Angeles?
- Będziemy faktycznie grali o podwójną stawkę. Fajnie by było oczywiście wygrać, mieć już ten bilet do Los Angeles w kieszeni i nie martwić się o przyszłość. Pamiętajmy jednak, że jeszcze w przyszłym roku są mistrzostwa świata rozgrywane u nas i trzy najlepsze drużyny awansuje na igrzyska. Później jeszcze jest ranking światowy, także zobaczymy. Nie chcę mówić, że jak jutro przegramy to się nic nie stanie, bo oczywiście nie chcemy przegrać. Przyjechaliśmy tutaj i jesteśmy na tych mistrzostwach Europy prawie miesiąc nie po to, żeby na sam koniec przegrać. Także zrobimy wszystko, aby jutro w doborowych humorach skończyć ten turniej i mieć ten bilet na igrzyska. Wiemy też jednak, że będą jeszcze kolejne możliwości awansu, także jutro ewentualna porażka nie kończy świata – stwierdził Kamil Semeniuk.


