Kamil Rychlicki: Do końca życia nie zapomnę tego seta
Kamil Rychlicki przygotowuje się z reprezentacją Włoch do zbliżających się mistrzostw Europy. W ubiegły weekend mistrzostwie świata rywalizowali w Pucharze Fipav. W meczu z Niemcami padł rekord świata - premierowa partia zakończyła się wynikiem 66:64.
W trakcie dotychczasowego sezonu reprezentacyjnego wystąpiłeś jedynie w dwóch turniejach Ligi Narodów. Dłuższa przerwa pozwoliła nabrać ci sił i przysłużyła się odpowiedniej regeneracji przed najważniejszym turniejem w sezonie?
Po turnieju w Słowenii miałem wesele, więc jak najbardziej wolny czas się przydał. Byłem za niego bardzo wdzięczny. Myślę, że wraz z żoną bardzo dobrze wykorzystaliśmy ten czas. Teraz jestem pełen energii przed nadchodzącymi mistrzostwami Europy.
Kto twoim zdaniem poza Polską będzie w gronie ścisłych faworytów i najbardziej wymagających rywali?
Jeśli chodzi o głównych faworytów, to myślę, że są nimi jak najbardziej Polska i Włochy. Obstawiam, że może to być turniej niespodzianek. Drużyny, które fajnie zaprezentowały się podczas Ligi Narodów, jak Turcja, Słowenia czy Ukraina - to zespoły, którego mogą zaskoczyć w 1/8 finału czy ćwierćfinale, gdzie wystarczą jeden, dwa dobre mecze i wszystko szybko może się pozmieniać.
Jak samemu zapatrujesz się na włosko-polskie pojedynki? Finały mistrzostw świata i mistrzostw Europy w ostatnich latach naznaczone są rywalizacją tych dwóch nacji. Również chyba dla ciebie to swego rodzaju mecze, w których serce bije trochę szybciej?
Na pewno mecze polsko-włoskie są dla mnie szczególne. Zobaczymy, jak to się potoczy w tym roku. Mam nadzieję, że zobaczymy się ponownie w finale.
W ostatnich dniach rywalizowaliście w Pucharze Fipav, wygrywając z Niemcami 3:2 i Brazylią 3:1, a przegrywając w międzyczasie z Kubą 2:3. To były wartościowe sprawdziany przed zbliżającymi się mistrzostwami Europy?
Takie spotkania są nam bardzo potrzebne, żeby wejść we właściwy rytm meczowy i móc ocenić, jak nasza gra wygląda na ten moment. Trafiliśmy na bardzo wyrównanych rywali. Myślę, że ten turniej pozytywnie wpłynie na nasze dalsze przygotowania.
Jak to jest być częścią świeżo napisanej historii? Pierwszy set meczu z Niemcami okazał się rekordem świata, a sam wynik 66:64 i prawie 1,5 godziny gry przemawiają chyba same przez siebie. Zdążyło to do was dotrzeć?
Już teraz mogę powiedzieć, że ten legendarny set pokazał, jak bardzo wyrównany był to turniej. Teraz patrząc na ten wynik, nadal trudno mi uwierzyć, że ten set trwał aż tak długo - aż do 66. punktu (śmiech). Trudno byłoby w to uwierzyć, gdybym sam przy tym nie był i nie grał, że coś takiego jest możliwe. Do końca życia i do końca kariery nie zapomnę tego seta i tego meczu (śmiech). Ciężko mi sobie wyobrazić, żeby to się jeszcze kiedyś powtórzyło. Na pewno zapisaliśmy się w historii tym wynikiem.
Czy pojawia się u ciebie tęsknota za sezonem klubowym? Podglądasz w wolnym czasie, co dzieje się w Zawierciu?
Na razie jestem w pełni skoncentrowany na naszych przygotowaniach do mistrzostw Europy. Nie mam czasu tęsknić za sezonem klubowym, ale pierwsze informacje i zdjęcia z Zawiercia do mnie docierają. Myślę, że na pewno będzie to bardzo pozytywny sezon.
Powrót do listy

