Biało-czerwoni o krok od igrzysk w Los Angeles!
Reprezentacja Polski siatkarzy pokonała 3:0 Słowenię w półfinale mistrzostw Europy. Już w sobotę Biało-Czerwoni zagrają w wielkim finale, którego zwycięzca otrzyma nie tylko złote medale, ale przede wszystkim przepustkę do igrzysk olimpijskich, które w 2028 roku będą rozgrywane w USA.
Polacy po zwycięstwie 3:0 nad Niemcami zameldowali się w półfinale mistrzostw Europy po raz czwarty z rzędu i po raz kolejny w kluczowej fazie turnieju musieli się mierzyć ze Słowenią. To czwarty kolejny turniej, w którym Polska i Słowenia zmierzyli się w półfinale mistrzostw Europy. W 2019 i 2021 roku lepsi byli nasi rywale, a trzy lata temu – w Rzymie – nasza drużyna przerwała złą passę, zwyciężając 3:1. Rok później podopieczni Nikoli Grbicia pokonali Słoweńców w ćwierćfinale igrzysk olimpijskich w Paryżu, a w tym sezonie mierzyli się ze Słowenią już dwukrotnie – w Lidze Narodów. W fazie grupowej 3:2 wygrała Słowenia (37 punktów zdobył Nik Mujanović), a w finałach rozgrywanych w Ningbo Polacy byli wyraźnie lepsi, zwyciężając 3:0 i pozwalając przeciwnikom zdobyć w trzech setach zaledwie 52 punkty.

W piątkowy wieczór w Mediolanie Polacy wygrali bez straty seta, choć w trzeciej partii początkowo prowadzili rywale, a w dwóch wcześniejszych odsłonach, o wszystkim decydowały zacięte końcówki.

– Ten mecz wydaje mi się ogólnie nie graliśmy jakoś wybitnie, ale liczy się zwycięstwo, prawda? – mówił przed kamerami Polsatu Sport Tomasz Fornal. – Wygraliśmy, znaleźliśmy się w finale i jutro się zmierzymy o godzinie 21.00 z Francją albo Finlandią. Także to jest najważniejsze, że wygrywamy i zwyciężamy w trzech setach. Nie grając zawsze idealnie, pięknie, ważne, że wygrywamy. Raczej tak, Mujanović jest młody, wyskakany, dobrze atakuje, wysoko, świetnie zagrywa. Te jego piłki też specyficznie latały, a wiemy jak to jest, jak ktoś czasami nie trafi. Ale przede wszystkim szacunek dla nich, że się nie poddawali, że wracali i na pewno tych emocji było troszkę więcej niż niż jak sobie kontrolujemy każdego seta. W trzecim secie, od momentu 23 tam 18 już wiedzieliśmy, że tego nie przegramy – dodał.

Świetnie w polskiej ekipie grał Bartłomiej Lemański (4 bloki i 7 na 9 w ataku), w dwóch pierwszych setach kluczowe akcje wykończył Wilfredo Leon. – Wiedzieliśmy od początku, że to nie będzie łatwy mecz – mówił Wilfredo Leon. – Najważniejsze, że mimo straty przewagi, uratowaliśmy pierwszy i drugi set. Dzisiaj trudno mi było zagrać, ale do zobaczenia w finale – dodał przyjmujący, którego w trzecim secie zastąpił Kamil Semeniuk. To właśnie tylko na początku trzeciej partii rywale odskoczyli na trzy punkty, ale po udanym pościgu Biało-Czerwonych, w końcu się poddali. Pogubili się do tego stopnia, że rezerwowy libero – wchodzący na poprawę przyjęcia – był zmuszony atakować z szóstej strefy. Od tej akcji było już niemal jasne, że Polacy pewnie zmierzają do wielkiego finału.


