Artur Szalpuk: Jedziemy na MŚ w roli jednego z faworytów i trzeba to dźwignąć
Artur Szalpuk razem z Bartoszem Kurkiem i Jakubem Kochanowskim cieszył się już z tytułu mistrza świata w 2018 r. Teraz będzie miał ponownie okazję zagrać w tym turnieju, ponieważ znalazł się w czternastce wybranej na mistrzostwa świata na Filipinach przez trenera Nikolę Grbicia.
Od wielu lat jednym z ostatnich sprawdzianów formy Biało-Czerwonych przed docelowym turniejem sezonu reprezentacyjnego jest Memoriał Wagnera. W piątek polscy siatkarze w wypełnionej TAURON Arenie bardzo pewnie pokonali Serbów 3:0.
- Na pewno teraz nie jesteśmy przygotowani do tego, żeby być w najwyższej formie już na ten moment, tylko żeby ta forma przyszła na mistrzostwa świata. W dniu meczu z Serbią robiliśmy ciężką siłownię, a i tak wygraliśmy, więc fajnie – powiedział przyjmujący Artur Szalpuk, który w tym sezonie reprezentacyjnym był bardzo wcześnie do dyspozycji trenera Nikoli Grbicia i pokazywał się z bardzo dobrej strony. Czy powołanie na mistrzostwa świata odbiera jako nagrodę za swoją dotychczasową postawę?
- Nie, nie odbieram tego w kategoriach żadnej nagrody. Raczej staram się robić swoją robotę, pracować, dawać z siebie maksa i czasami to starcza, żeby pojechać na turniej, a czasami nie – mówi Szalpuk, który przyznał również, że na jeden turniej Ligi Narodów pojechał ze złamanym palcem.
- To prawda, ale to już jest przeszłość i nie ma co do tego wracać. Po prostu miałem kontuzję, ale byłem w stanie z nią grać i ja nie czułem się, żeby ta kontuzja była na tyle poważna, żeby mnie wyeliminować z grania.

Jak były już przyjmujący PGE Projektu Warszawa, a od nowego sezonu Asseco Resovii Rzeszów, dowiedział się o tym, że znalazł się w składzie na MŚ na Filipinach?
- Dowiedziałem się od swojej dziewczyny, że jadę. Kilka razy sprawdzałem, czy to nie jest jakiś „fake”. Trochę czasu mi zajęło, żeby ogarnąć, co mi zostało wysłane i że jadę na te mistrzostwa, ale bardzo się cieszę. Jestem szczęśliwy, ale to nic nie zmienia. Trzeba pracować i pomóc drużynie osiągnąć sukces – podkreśla Artur Szalpuk, który ma już w swoim dorobku złoto mistrzostw świata z Turynu 2018, a taki wynik jest z pewnością celem obecnej drużyny prowadzonej przez Nikolę Grbicia.
- Myślę, że teraz cel jest faktycznie taki, żeby powtórzyć ten sukces, który ja osiągnąłem wraz z drużyną w 2018 r., ale wtedy jak jechaliśmy na ten turniej, to cel taki nie był – mówi Szalpuk. Jak porównałby ten aktualny zespół do drużyny, która sięgnęła po mistrzostwo świata przed siedmioma laty?
- Teraz jedziemy w roli jednych z faworytów i to jest chyba taka największa zmiana. W 2018 r. byliśmy po kilku latach bez medali, ale myślę, że i tamta drużyna i ta obecna, to wspaniałe zespoły, ze wspaniałymi zawodnikami – dodaje Artur Szalpuk.

Dużą różnicą mistrzostw świata w 2018 r. a tych zbliżających się na Filipinach jest formuła turnieju, która obecnie zakłada tylko trzy mecze w fazie grupowej, a potem od 1/8 już tylko fazę play-off, więc maksymalnie siedem meczów dla zespołów, które zagrają w fazie finałowej. Poza tym od razu wiadomo, jaka jest drabinka turnieju i potencjalnie które drużyny na jakim etapie mogą na siebie trafić.
- Znamy system turnieju, trzeba się do niego dostosować i nie ma co się zastanawiać, czy to jest łatwiej, czy trudniej niż w przeszłości. Na pewno czeka nas mniej meczów i będzie to mniej wymagający turniej, bo będzie dużo drużyn i dużo słabszych drużyn, ale zobaczymy. Jak już przyjdzie faza pucharowa to wiadomo, że jak noga się podwinie, to już cię nie ma, więc będzie trzeba być bardzo skoncentrowanym. Co do rywali, to na razie orientowałem się tylko mniej więcej jak to do wygląda do ćwierćfinału – mówi Szalpuk.
Na Filipiny Polacy pojadą jako aktualni liderzy rankingu FIVB i złoci medaliści Ligi Narodów. Czy to oprócz presji oczekiwać daje im też jednocześnie dużo pewności siebie?
- Taka jest nasza rola, że jedziemy na mistrzostwa w roli jednego z faworytów, ale jest wiele bardzo dobrych drużyn, więc mam nadzieję, że podołamy temu wyzwaniu – zakończył Artur Szalpuk.


