Andrea Giani: Powiedziałem Szymonowi, że jest królem siatki
Polscy siatkarze w finale mistrzostw Europy zmierzą z Francuzami (mecz dziś o godz. 21.00), czyli mistrzami olimpijskimi z Tokio i Paryża, którzy od czasu wygrania z Polską finału IO przed dwoma laty nie zdobywali medali ani w Lidze Narodów ani w MŚ. - Nasz poziom nie jest taki sam jak polskiego zespołu, ale cieszę się, że się rozwijamy i zagramy w finale – mówi trener francuskiej drużyny i ZAKSY Kędzierzyn-Koźle, Andrea Giani.
Po wygranym półfinale z Finlandią trener Andrea Giani zwracał uwagę, że jego zespół w tym roku przeszedł duże zmiany kadrowe, dlatego bardzo ważna była cierpliwa praca i czekanie na jej efekty.
- Ten sezon zaczęliśmy z nowymi młodymi zawodnikami, a kilku z nich nie grało regularnie w swoich klubach. Kiedy decydujesz się na duże zmiany w drużynie, to trzeba też stworzyć nową tożsamość, nowy styl gry i to wszystko wymaga czasu. To bardzo ważny proces i w tej chwili wykorzystujemy to, co wypracowaliśmy na treningach, w meczach towarzyskich oraz wszystkich spotkaniach Ligi Narodów. Zależało nam na tym, aby stale podnosić swój poziom gry i żeby nasi młodsi zawodnicy zbierali cenne doświadczenie. Cieszę się, że ta grupa, którą stworzyliśmy, świetnie pracuje, młodsi zawodnicy rozwijają się i nabierają pewności siebie.
Przygotowując się do mistrzostw Europy, które były dla nas najważniejsze w tym roku, naszym pierwszym celem było wygranie grupy po to, żeby uniknąć konfrontacji z Polską już w ćwierćfinale. Drużyna dobrze to rozumiała i wykorzystała wszystkie możliwości, aby dotrzeć do finału – cieszy się Andrea Giani.

Co zdaniem włoskiego szkoleniowca reprezentacji Francji będzie najważniejsze w finale z Polską?
- Regeneracja i energia. Bardzo dobrze znam polskich zawodników, ale chodzi też o to, żeby być gotowym do gry w tym najważniejszym momencie turnieju. Reprezentacja Polski gra w tym roku bardzo skutecznie. Ma świetny blok, obronę, kontratak i potrafi wypracowywać sobie dogodne sytuacje do przełamywania rywali. My jednak musimy postarać się zagrać jak najlepiej i spróbować swojej szansy. Jeśli masz w takim spotkaniu swoje okazje, to musisz o nie walczyć i starać się je wykorzystywać. To jest przecież finał – podkreśla Andrea Giani i dodaje, że jego zdaniem francuski zespół, mimo stałych postępów, nie jest jeszcze w stanie grać na tak wysokim poziomie jak Polacy.
- Polska jest silniejsza chociażby dzięki temu, że ma bardzo wielu świetnych graczy i wiele wariantów gry. W finale Ligi Narodów kluczową rolę odegrało przesunięcie Wilfredo Leona na pozycję atakującego. Z kolei w półfinale ze Słowenią świetną zmianę dał Kamil Semeniuk. Siłą polskiego zespołu jest zresztą cała drużyna, a nie tylko pojedynczy gracze.

- Zdajemy sobie sprawę, że czeka nas ciężkie zadanie, ale to jest sport i chociażby Finlandia na tym turnieju pokazuje, że da się grać i wygrywać z tymi teoretycznie silniejszymi – mówi Andrea Giani, który jako trener ZAKSY Kędzierzyn-Koźle może być zadowolony z tego, że w tym sezonie reprezentacyjnym jedną z ważnych ról w polskiej drużynie odgrywa środkowy Szymon Jakubiszak, na co dzień zawodnik ZAKSY.
- Przez cały sezon klubowy motywowałem i naciskałem Szymona do jeszcze lepszej gry. W pewnym momencie powiedziałem mu nawet: „Szymon, jesteś królem siatki” i okazuje się, że miałem rację. Dla mnie to coś wspaniałego jak ten chłopak gra – przyznaje Giani.
Reprezentacja Francji w ostatnich latach uchodzi za specjalistę od igrzysk olimpijskich. Stawką finału mistrzostw Europy w Mediolanie będzie nie tylko tytuł mistrza Starego Kontynentu, ale też awans na igrzyska w Los Angeles. Czy to może sprawić, że Francuzi wzniosą się na wyżyny swoich możliwości?
- Zdajemy sobie sprawę, o co tutaj toczy się gra, ale my dopiero niedawno zaczęliśmy misję pod nazwą Los Angeles. Wiemy, że mistrzostwa Europy dają tylko jedno miejsce na igrzyska dla zwycięzcy. W przyszłym roku na mistrzostwach świata do wygrania będą trzy miejsca i bardzo dobrze, że tak będzie, a potem będzie liczył się ranking FIVB. Wiemy, że ranking jest dla nas ważny, ale ja nie rozumiem i cały czas zadaję pytanie, dlaczego federacja światowa uwzględniła w tym rankingu Rosję i do tego jeszcze pozycja Rosji jest tak wysoka? W przeszłości wygrywaliśmy już dwa razy Ligę Narodów, gramy w tych rozgrywkach co roku, także w ostatnich latach, ale co teraz z tego mamy, skoro my tracimy punkty, ale Rosjanie nie. Dlaczego tak jest?
Ja rozumiem, że sport opiera się na zasługach, czyli jak wygrywasz, to zdobywasz punkt, a jak przegrywasz, to tracisz punkt. Dlaczego jednak Rosja po tylu latach przerwy w grze znalazła się w czołówce rankingu? Kompletnie tego nie rozumiem, bo my przecież codziennie pracujemy na ten ranking. Chcemy dostać się na igrzyska w Los Angeles, ale nasza droga nie jest łatwa – mówi Andrea Giani.

Dla włoskiego szkoleniowca reprezentacji Francji mistrzostwa Europy mają szczególne znaczenie, bo jako trener miał już okazję zagrać w finale tej imprezy ze Słowenią (2015) i z Niemcami (2017). Czy to jest to dla niego sukces, żeby zagrać w finale ME już z trzecią drużyną narodową?
- Cieszę się z tego, ale nie traktuję tego jako swojego osiągnięcia indywidualnego. Cieszę się z powodu drużyny i zawodników. Myślę, że zawsze dla trenera najważniejsza jest drużyna i jej jak najlepsza gra. Moim zadaniem jest dać zawodnikom narzędzia do rozwoju, ale to gracze są głównymi aktorami w tym sporcie – zakończył Andrea Giani.


