Paweł Zatorski: Teraz dopiero doświadczam tego, że mam jakiekolwiek inne życie poza siatkówką
Spotkać siatkarza, który naprawdę lubi biegać, to rzadkość. Wyjątkiem jest Paweł Zatorski, który swoją biegową pasję rozpoczął wraz z rehabilitacją po operacji biodra. Libero Asseco Resovii, multimedalista zarówno w rozgrywkach ligowych, pucharowych, jak i reprezentacyjnych (w tym roku oficjalnie zakończył już karierę w reprezentacji Polski), w rozmowie z Siatkarskimi Ligami opowiada m.in. o swoich trudnych początkach biegowych, dlaczego nie zdecydował się na start w biegu ulicznym i czy zostanie kiedyś maratończykiem.
Maciej Nowocień: Ostatnio pochwaliłeś się półmaratonem ukończonym w czasie 1:35. To dobry wynik, jak na amatora. Jak do tego doszedłeś?
Paweł Zatorski: W tamtym roku, podczas wakacji, kiedy jeszcze rehabilitowałem się po operacji, zacząłem biegać i szukać informacji, jak się do tego odpowiednio zabrać. Zobaczyłem, że jeśli robi się to z głową i spokojnie, bieganie naprawdę może sprawiać przyjemność. To dyscyplina, za którą siatkarze raczej nie przepadają. Jeżeli na treningu pojawia się trening biegowy, zwykle nie ma wielu chętnych, żeby z własnej woli później go kontynuować. Mnie jednak bieganie się spodobało. Dlatego w tym roku, kiedy zaczęły się wakacje bez reprezentacji, miałem już plan, żeby powolutku się przygotowywać. Moim celem było przebiegnięcie półmaratonu pod koniec lata. Tempo i wynik uzależniałem od tego, jak często i intensywnie uda mi się trenować w wakacje. Ostatecznie wyszło całkiem nieźle. Oczywiście nie porównuję się do osób, które mogą biegać regularnie przez cały rok i mają znacznie wyższy poziom. Z drugiej strony nie porównuję się też do tych, którzy dopiero zaczynają i nie mają takiej bazy sportowej jak ja jako profesjonalny sportowiec. Myślę, że w żadną stronę nie warto się porównywać. Najważniejsze jest to, żeby cieszyć się własnymi postępami i właśnie to staram się robić.
Jesteś zadowolony ze swojego wyniku na koniec biegowej przygody w 2026 roku?
Tak naprawdę zrobiłem to bez żadnej presji. Postawiłem sobie po prostu konkretny cel. Chciałem biegać w tempie między 4 a 5 minut na kilometr. Nie wiedziałem jednak, na co mnie stać, bo nigdy wcześniej nie biegałem stricte na czas.
Dopiero kiedy zmierzyłem się z tym wyzwaniem, zobaczyłem, jak duży jest to wysiłek i jak trudne jest takie zadanie. Tym bardziej podziwiam więc ludzi, którzy na co dzień mierzą się z tą dyscypliną i takimi konkurencjami. Naprawdę potrzeba do tego dużo samozaparcia. Teraz, kiedy sam tego doświadczyłem, jeszcze bardziej szanuję osoby, które z własnej woli wychodzą i biegają. Bardzo cieszy mnie też to, że coraz więcej aktywnych osób pojawia się w przestrzeni publicznej i w mediach społecznościowych.
Sam często, biegając wcześnie rano, żeby uniknąć upałów albo znaleźć czas pomiędzy obowiązkami, również rodzicielskimi, spotykałem bardzo wielu biegaczy, rolkarzy, rowerzystów czy po prostu spacerujących ludzi. To naprawdę budujące, że w naszym społeczeństwie pojawia się takie zdrowe uzależnienie od aktywności fizycznej, zamiast tych uzależnień, o których niestety często się mówi i które są bolączką naszego narodu.
Jak wspomniałeś, bieganie nie jest popularne wśród siatkarzy. A stara gwardia do tej pory wspomina, że bieganie po górach było najgorszą częścią sezonu przygotowawczego.
Rejon, po którym na co dzień się przemieszczam, czyli Podkarpacie, jest dość mocno pagórkowaty, więc też znam ten ból. To naprawdę nie jest łatwy teren do biegania. Trasa, którą wybrałem na półmaraton, również miała sporo przewyższeń i niektóre podbiegi były naprawdę wymagające. Momentami wydawało mi się, że prawie mnie pokonają. Na szczęście dostałem też ogromne wsparcie od żony i przyjaciółki, które niespodziewanie pojawiły się na trasie. Pomogły mi wtedy wodą, dopingiem i swoją obecnością. To było bardzo budujące i dodało mi energii w trudnych momentach. Wspólnymi siłami udało się więc ten cel zrealizować, co dało mi ogromną satysfakcję.
I to wszystko po operacji artroskopii biodra, którą przeszedłeś pod koniec 2024 roku. Bieganie było elementem twojej rehabilitacji?
Rehabilitując się jeszcze w klinice, traktowałem bieganie przede wszystkim jako naturalny etap powrotu do sprawności. Najpierw było poruszanie się do przodu, później w innych kierunkach: na boki, góra, dół i tak dalej. Były to kolejne etapy, na które nakierowywał mnie trener. Natomiast sama zajawka na bieganie rodziła się w mojej głowie już od dłuższego czasu, podobnie jak zainteresowanie tenisem ziemnym. Nigdy wcześniej nie było jednak czasu, żeby to zrealizować. Grając w reprezentacji przez praktycznie 20 lat, łącznie z reprezentacjami młodzieżowymi, miałem bardzo mało wolnego w trakcie wakacji. Trudno było wtedy na poważnie zabrać się za jakąkolwiek inną dyscyplinę, bo zarówno w tenisie, jak i w bieganiu trzeba przez dłuższy czas zbudować odpowiednią bazę i przygotowanie. Nie da się tego zrobić z marszu.
Moje pierwsze zderzenie z bieganiem było zresztą dość trudne. Jeszcze w czasie pandemii, po przejściu COVID-u i powrocie do sprawności po lockdownie, stwierdziłem, że pójdę sobie pobiegać. Przebiegłem wtedy siedem kilometrów, w czasie, który z dzisiejszej perspektywy wydaje mi się bardzo wolny. Pamiętam, że po tym biegu prawie zemdlałem. Widziałem swoją duszę obok mojego ciała (śmiech). Wtedy kompletnie nie wiedziałem, z czym to się je. Ten brak wiedzy mógł skończyć się urazem, kontuzją albo innymi problemami zdrowotnymi. Dlatego naprawdę warto zabrać się za bieganie z odpowiednią wiedzą.
Kiedy później zrozumiałem, że zdecydowana większość treningów powinna być, mówiąc bardzo kolokwialnie, po prostu lekka, wszystko zaczęło wyglądać inaczej. Wtedy postęp przychodzi naturalnie, a z każdym kolejnym biegiem robi się coraz przyjemniej. Łatwiej też dostrzegać i doceniać wszystkie inne rzeczy, które dzieją się wokół nas. I chyba właśnie to najbardziej polubiłem w bieganiu.

W szatni była szyderka, że trenujesz bieganie?
Jeden z kolegów napisał mi już w wiadomości prywatnej coś na ten temat. Szczerze mówiąc, nawet nie zastanawiałem się nad tym, czy było to w formie szyderki, czy nie. Naprawdę się nad tym nie rozmyślam. Robię to przede wszystkim dla siebie. Jestem też na takim etapie życia, że coraz mniej przejmuję się tym, co powiedzą inni. Staram się żyć według własnych zasad, być po prostu szczęśliwym człowiekiem i robić to, na co mam ochotę, bo pierwszy raz od dawna mam taką możliwość.
Teraz dopiero doświadczam tego, że mam jakiekolwiek inne życie poza siatkówką. I to jest dla mnie czymś zupełnie nowym. W te wakacje po raz pierwszy w życiu byłem nawet na koncercie. Dla wielu ludzi takie normalne, bardzo przyziemne chwile są czymś oczywistym, a dla mnie są nowością. Dlatego naprawdę mocno je doceniam.
Cały wywiad z Pawłem Zatorskim jest dostępny tutaj.


