Kamil Semeniuk: Za rok postaramy się udowodnić, że jesteśmy najlepsi nie tylko w Europie, ale też na świecie
Polscy siatkarze w finale w Mediolanie pokonali Francuzów i obronili mistrzostwo Europy wywalczone przed trzema laty w Rzymie. – Cieszę się, że też przyczyniłem się do tego zwycięstwa i do tego medalu - mówił po finale jeden z cichych bohaterów turnieju, Kamil Semeniuk, który mimo że pełnił rolę rezerwowego to wchodził na boisko w ważnych momentach i spisywał się znakomicie.
- Wygraliśmy całą drużyną, bo finał z Francją to był naprawdę ciężki mecz. Każdy dołożył cegiełkę, ja też miałem okazję być na boisku, także jestem naprawdę szczęśliwy, że gdzieś tam dołożyłem jakiś procent od siebie do tego tytułu i do zgarnięcia biletu na olimpiadę – powiedział czterokrotny zwycięzca Ligi Mistrzów, Kamil Semeniuk, który w finałowym meczu w trakcie trzeciego seta zastąpił w szóstce Wilfredo Leona i został na boisku już do końca spotkania.
Czy wchodząc do gry w tak ważnym momencie odczuwał dodatkowy stres?
- Wiadomo, że im spotkanie jest o wyższą rangę, to też jest troszeczkę większy stres. Ja się zawsze stresuję i to jest chyba normalne. Chcę się zaprezentować jak najlepiej tylko potrafię mając te przysłowiowe pięć minut na boisku, ale gdzieś ten stres, gdy wchodzę na boisku, powoli mija. Bardziej się koncentruję na tych moich zadaniach, czyli co ja jako przyjmujący mam zrobić na boisku i staram się te wszystkie elementy jak najlepiej wykonywać – opisuje Kamil Semeniuk, który aktualnie w kadrze trenera Nikoli Grbicia odgrywa rolę jokera, ale świetnie sobie z tym radzi i tą rolę akceptuje.

- Nie wiem czy jest jakiś inny taki zawodnik, który też ma taką rolę w zespole i jak się z tego wywiązuje. Ja z własnego doświadczenia mogę powiedzieć, że nie jest łatwo, ale da się. Może mam jakiś złoty dotyk i faktycznie jak wchodzę z ławki rezerwowych, to czegokolwiek się nie dotknę, to zamieniam to na punkty, albo stoję we właściwym miejsce na obronie i we mnie strzelają i ja to podbijam. Tak czasami jest, że możesz głową atakować i będziesz punkty zdobywał. I tak to było w moim przypadku w tym sezonie – mówi Semeniuk, który nie ukrywał wzruszenia, że trener Nikola Grbić po meczu pogratulował mu dobrego występu.
- Dla mnie to jest naprawdę coś więcej niż jakieś tam nagrody indywidualne. Usłyszeć od trenera, który jest naprawdę taki wymagający i jak on to o sobie mówi, potrafi nam wsadzić palec naprawdę w takie miejsca, po to żebyśmy się jeszcze bardziej starali i byli lepszymi zawodnikami, to jest coś cennego. Ja już mam go czasami po kokardkę, ale dzięki temu wiem, że jestem coraz lepszym zawodnikiem. Nikola Grbić jest fantastycznym trenerem, który bardzo dobrze nami zarządza. Też trzeba przyznać, że ma odwagę, że w takim meczu jak finał, jak gra o bilet na igrzyska olimpijskie, zrobił tę zmianę i wpuścił mnie za Wilfreda Leona, który jest przecież MVP tego turnieju. Ja się cieszę, bo naprawdę miałem jakiś wkład w ten medal. Nieraz wchodziłem na boisko, gdzieś tam zdobywałem punkty, pomagałem drużynie jak tylko mogłem, także mogę powiedzieć, że też przyczyniłem się do tego zwycięstwa i do tego medalu – dodawał Semeniuk.
Czy zdaniem przyjmującego Sir Susa Scai Perugia polskiej reprezentacji będzie się nieco łatwiej grało w przyszłym sezonie, mając już w kieszeni bilet na igrzyska w Los Angeles.
- W jakimś sensie będziemy wypatrywać tego luźniejszego grania, ale będziemy się starać udowodnić, że nie jesteśmy tylko najlepsi w Europie, ale też na świecie, zwłaszcza, że będziemy grać MŚ u siebie w Polsce. Także będziemy mieć naprawdę fantastyczne okoliczności, aby zdobyć mistrzostwo świata, ale to daleka droga. To nie jest tak, że teraz wszyscy się będą nas bać, tylko myślę, że te reprezentacje, które właśnie nie mają tego biletu i gwarancji bycia na igrzyskach olimpijskich w Los Angeles, będą robić wszystko, żeby właśnie na takim turnieju jak MŚ ten bilet zdobyć. Na pewno nie będzie łatwą sztuką wygrać ten turniej – ocenia Semeniuk, który miał już okazję cieszyć się z tytułu mistrza Europy przed trzema laty w Rzymie.

Czy jako na co dzień zawodnik Perugii odczuwał dodatkową satysfakcję, że znów triumfował właśnie we Włoszech?
- Nie jest to dla mnie coś jest najważniejszego, bo gdzie byśmy nie grali, to chciałbym zdobyć mistrzostwo. Wiadomo jednak, że fajnie było zobaczyć gdzieś znajome twarze na trybunach. Może Włosi przez to, że nie było ich reprezentacji w Final Four w Mediolanie, kibicowali dzięki temu naszej drużynie. No i fajnie było po raz kolejny wygrać na ziemi włoskiej – mówił Semeniuk, który jeszcze w Sofii mówił o tym, że jego zdaniem niekoniecznie Włosi będą rywalami Polaków w finale, tylko właśnie mogą się potknąć i odpaść na wcześniejszym etapie.
- No właśnie mówiłem o tym. Tak to wyglądało w tym sezonie w moim przypadku, że wszystko się udawało, czy to na boisku, czy nawet takie przewidywania. Mówiłem, że fajnie jakby była jakaś niespodzianka i faktycznie była. Myślę, że te mistrzostwa Europy obfitowały w niespodzianki. Na pewno największą było to, że Włochów, którzy byli gospodarzami turnieju, zabrakło w czołowej czwórce w Mediolanie. Myślę, że Finowie w meczu o trzecie miejsce też sprawili jedną z większych niespodzianek, ale też naprawdę reprezentacja Finlandii zasłużyła na ten medal. Natomiast my podobnie jak trzy lata temu w Rzymie wygraliśmy, więc powinniśmy być zadowoleni – dodaje Semeniuk.
Co przyjmujący polskiej kadry zapamięta najbardziej z tegorocznych mistrzostw Europy?
- Z Sofii to na pewno opalanie na dachu. Myślę jednak, że jak już wrócę na spokojnie do domu, do Kędzierzyna, jak siądziemy sobie z żoną na tarasie, zrobimy sobie kawę, zaprosimy rodzinę, zorganizujemy jakiegoś grilla i będą gdzieś na stole te dwa złote medale z tego sezonu, to sobie powiem, że to jest naprawdę fajne – zakończył Semeniuk.


