Marcin Komenda: Chcemy wygrać złoto, ale podchodzimy z szacunkiem do przeciwników
W piątek o godz. 17.00 polscy siatkarze zmierzą się w półfinale mistrzostw Europy ze Słowenią. – Pamiętam półfinał z Lublany w 2019 r., więc chciałbym teraz rewanżu – mówi Marcin Komenda, który ma koncie jeden medal ME (brązowy) z 2019 roku, kiedy Polacy w półfinale przegrali ze Słoweńcami.
W środę Biało-Czerwoni przenieśli się z Sofii do Mediolanu, a w czwartek po południu odbyli trening w hali Unipol Forum Assago.
- Słowenia to trudny przeciwnik. Bardzo często się z tym zespołem spotykamy w ważnych fazach turniejów. Zresztą w Lidze Narodów w tym roku też Słowenia była naszym rywale w półfinale, dlatego spodziewam się trudnej przeprawy. Oni naprawdę nieźle grają. Dołączył do nich jeszcze Klemen [Čebulj – przyp. red.], który jest bardzo ofensywnym zawodnikiem, więc jeżeli nie zagramy dobrze w zagrywce, to może być ciężko. Musimy tutaj odrzucić rywali od siatki, bo inaczej po prostu będzie się ciężko grało. Natomiast ja wierzę w naszą drużynę, pokazaliśmy na tym turnieju wielokrotnie, że jesteśmy mocni i to jest myślę kluczowe. Wytrzymaliśmy ćwierćfinał, gdzie Niemcy nie mieli nic do stracenia po wygranej z Bułgarią. Dość pewnie ich pokonaliśmy, myślę, że zagraliśmy dobrą siatkówkę i to napawa optymizmem. Mam nadzieję, że podobnie będzie to wyglądało tutaj w Mediolanie – mówił tuż po treningu rozgrywający polskiej kadry i BOGDANKI LUK Lublin, Marcin Komenda.

Czy Polacy przed najważniejszymi meczami w Mediolanie czują duży stres i ciśnienie z związku z rolą obrońcy tytułu i faworyta turnieju?
- Ja myślę, że nie ma co tutaj mówić o stresie. Tutaj po prostu trzeba się skupić na swojej robocie, która jest do wykonania. Stres może się zawsze pojawić, natomiast myślę, że naszą siłą jest to, że kiedy wychodzimy na boisku, to skupiamy się na każdej kolejnej akcji i na tym, co można zrobić najlepiej w danym momencie. Myślę, że to za nami przemawia i to może być bardzo ważne też w tych meczach w Mediolanie. Dlatego raczej nie myślimy o stresie, tylko o tym, co mamy do zrobienia. Chcemy zrealizować cel, który mamy do wykonania. Chcemy wygrać tutaj złoto. Oczywiście podchodzimy z szacunkiem do przeciwników, bo tutaj wszystko może się wydarzyć – przekonuje Marcin Komenda.
- Myślę, że na pewno jesteśmy faworytem, mamy doświadczenie, z każdej imprezy przywozimy medal, więc na pewno inne zespoły nas cenią i szanują. Natomiast ja uważam, że jeżeli ktoś się dostał do tej najlepszej czwórki, to wykonał świetną robotę w trakcie tego turnieju, jak na przykład Francuzi, którzy poza porażką z Rumunią w grupie, która tak naprawdę nic nie znaczyła, grają bardzo dobrze. Finowie wczoraj w meczu z Włochami pokazali coś wspaniałego. Śledziłem ten mecz i jestem pod dużym wrażeniem tej drużyny. Z kolei Słowenia gra bardzo równo w trakcie tego turnieju, dlatego każdy zasłużył na to, żeby tutaj się znaleźć. Ja bym nie chciał więc mówić, że ktoś jest tutaj największym faworytem. Oczywiście, że my wygraliśmy tą Ligę Narodów w tym roku i to za nami przemawia. Natomiast każdy turniej rządzi się swoimi prawami, tym bardziej, że tutaj jeden mecz decyduje o tym, kto znajdzie się w finale – dodaje Komenda.

Co według Marcina Komendy jest największą siłą reprezentacji Słowenii?
- Są bardzo ofensywnym zespołem i są bardzo dobrzy w bloku, więc trzeba będzie się troszeczkę natrudzić, żeby ten ich blok oszukać. Mają w zespole świetnych środkowych i bardzo dobre skrzydła. Jest to ogólnie bardzo nieprzyjemny przeciwnik, bo to są sportowcy z takiej części Europy, gdzie widać po nich dużą wolę walki. Oni w tej kadrze zawsze grają swoje maksimum, dlatego spodziewam się bardzo trudnego meczu – mówi Komenda, który miał okazję rywalizować ze Słowenią w ME w 2019 r.
- Bardzo dobrze pamiętam ten mecz i niesamowitą atmosferę w hali w Lublanie. To była jedna z gorętszych atmosfer i meczów, w jakich uczestniczyłem. Pamiętam, że w tamtym meczu też wszedłem na boisko i naprawdę grało się ciężko przeciwko tym Słoweńcom. Oni wtedy byli świetnie dysponowani, niesieni tą swoją publiką, dlatego chciałbym teraz rewanżu. W związku z tym, że uczestniczyłem w tamtym meczu, to chciałbym, żebyśmy tutaj swoją dobrą grą zrewanżowali im się za tamten mecz. Oczywiście tylko czterech z nas jest tutaj z tamtej ekipy, natomiast ta rywalizacja polsko-słoweńska jest bardzo częsta, dlatego zrobimy wszystko, żeby kolejny raz wygrać – wspomina Komenda, a na pytanie jak wspomina lata, w których w Polsce mówiło się nawet o klątwie Słowenii, dodaje.
- Na szczęście te dwa ostatnie lata trochę i w sumie właśnie 2023 rok przełamały tą klątwę, więc możemy być teraz trochę spokojniejsi. Natomiast to było niesamowite, że Słowenia, niezbyt przecież liczny kraj, w tej siatkówce naprawdę osiągała wielkie sukcesy, zresztą nie tylko w siatkówce, bo i w piłce ręcznej i w koszykówce to jest bardzo mocna reprezentacja. Więc przykuwało to moją uwagę i zastanawiało mnie z czego to się bierze. Myślę, że właśnie z tego, że to są ludzie z takiej części Europy, gdzie bardzo się jednoczą, kiedy grają dla swojej reprezentacji i często ci zawodnicy potrafią wznieść się na wyżyny grając z flagą swojej kadry. W klubach często ci zawodnicy oczywiście też prezentują wysoki poziom, ale jednak coś takiego się dzieje w trakcie tych meczów słoweńskiej drużyny, że jest u nich jedność i to jest myślę ich największa siła – mówi Komenda.

Czy Słoweńcy przystąpią do meczu z Polakami natchnieni niespodziewanym zwycięstwem Finlandii nad Włochami?
- Ja powiem szczerze, że przede wszystkim super, że takie rzeczy się dzieją, bo turniej jest przez to ciekawszy, kiedy jakieś zespoły teoretycznie z drugiego szeregu dostają się do takiej fazy. Myślę, że ten turniej pokazał, tak jak mistrzostwa świata w tamtym roku, że te drużyny właśnie jak Finlandia potrafią sprawić takie niespodzianki z bardzo mocnymi reprezentacjami. Myślę, że takie sytuacje pokazują, że warto wierzyć, że dopóki się mecz nie skończy, to wszystko może się zdarzyć. Tak samo przed meczem nie można zakładać, że ktoś na pewno wygra, a ktoś na pewno przegra, bo sport już nieraz nauczył wielu pokory – mówi Komenda.
Czy rozgrywający polskiej kadry i BOGDANKI LUK Lublin jako miłośnik piłki nożnej czuje szczególne podekscytowanie pobytem w Mediolanie?
- Tak. Ja bardzo lubię AC Milan. Co prawda tutaj jesteśmy tylko kilka dni, więc nie ma tego czasu za dużo, żeby pojechać na San Siro i zobaczyć stadion. Natomiast Mediolan bardzo lubię jako miasto, drugi raz tutaj jestem, myślę, że kiedyś, jak będę miał trochę więcej czasu, to na pewno się tutaj wybiorę turystycznie – kończy Marcin Komenda.

Powrót do listy

