Katarzyna Zaroślińska-Król: miłość ważniejsza niż wszystko
[Cała rozmowa na siatkarskieligi.pl]
Gdybyś ty miała być trenerką Kasi Zaroślińskiej-Król, to jakbyś określiła jej charakter?
Z biegiem czasu na pewno się zmieniłam. Mam większe doświadczenie życiowe i boiskowe. Ja z dawnych lat? Byłam w gorącej wodzie kąpana, bardzo niecierpliwa. Dawałam sobie tylko mały margines na błędy. Gdy nie wychodził mi trening – płakałam. Zawsze miałam do siebie najwięcej pretensji, że coś nie wyszło. Poza tym to co myślałam, to mówiłam na głos. Byłam bardzo emocjonalna i niektórym trenerom to nie pasowało. Dziś wiem, że czasem lepiej pomilczeć.

Wkurzali się?
Myślę, że żaden trener nie może mi przez tyle lat odmówić tego, że się starałam, albo zarzucić, że robiłam coś na pół gwizdka. Byłam aż za ambitna, zawsze chciałam grać i wygrywać. OK, czasami mogłabym się ugryźć w język, ale też młodość ma swoje prawa. Byłam zawsze charakterna. Nie umiałam być cicho, także na boisku, bo wylewały się ze mnie emocje. Ostatnio jestem dużo bardziej wyciszona, ale nadal zapominam się w walce. Grałyśmy ostatnio sparing i dłużej popatrzyłam na rywalkę i coś się zadziało. A ja nawet tego nie kontroluję, nie robię tego celowo. Nie ma we mnie agresji, ale... Zapominam się na meczu, czasem dyskutuję z sędziami. Gdy na wspomnianym sparingu zrobiło się „nerwowo” to się rozbawiłam. Pomyślałam: „Kaśka tyle lat minęło, a ty dalej to samo” i zaczęłam się z siebie śmiać. To wszystko nie jest podszyte jakąś złością do przeciwnika, tylko ja się sama w ten sposób nakręcam.
Zakładam, że nie musisz już koniecznie grać w siatkówkę, ale nadal grasz i widać, że cię to bawi i cieszy. Jak to jest możliwe, by przez tyle lat utrzymać w sobie pasję z dzieciństwa?
O Jezus, ona jest do dzisiaj ogromna! Ostatnio na porannym treningu siłowym tańczyłam sobie, dopingowałam koleżanki, że mogą więcej. Bo jeśli nie wiesz, jestem tą, która robi jeszcze rekordy na siłowni.
Rekordy?
Jestem jedną z najsilniejszych w drużynie. Na przykład na hip thruście (wypychanie bioder ze sztangą – przyp. red.) robię 230 czy 240 kilogramów.
Ile?!
Sporo, prawda? Ostatnio po nas w siłowni testy mieli piłkarze ręczni i jeden aż złapał się za głowę. Mówi, że nawet mężczyźni takich ciężarów nie podnoszą... A to jest moja koronna konkurencja, w której nadal staram się – mimo wieku – bić własne rekordy.
Do takiej „zabawy” potrzeba mnóstwa energii.
Ostatnio jedna koleżanka z drużyny spytała: Kasia, co ty bierzesz, powiedz mi? Bo od rana cały czas jesteś taka w humorze. Codziennie przychodzisz i jesteś happy. Odpowiedziałam: po prostu robię to, co kocham. Przychodzę, rano dostaję plan treningowy na siłownię, gdzie mogę popracować nad swoim ciałem. Po południu gram w siatkówkę, którą kocham. Dlaczego mam być smutna? Doceniam każdy trening, każdy dzień, że mogę tutaj być z wami, więc biorę jakby naturalny doping. Ona tak się spojrzała, Jezu, ty zawsze masz taki dobry humor. Już to kiedyś gdzieś powiedziałam, że ja już wracam z tego miejsca, do którego dziewczyny w większości dopiero zmierzają. Osiągnęłam już to, co chciałam. Byłam w różnych miejscach, grałam w ważnych meczach. Teraz robię to tylko i wyłącznie dla pasji, dla fanu. Nie muszę, ale ja to kocham!





